poniedziałek, 2 lutego 2015

Swietłana Aleksijewicz - Czasy secondhand. Płaczą sieroty po Stalinie

Od śmierci Stalina minęły 62 lata, Związek Sowiecki rozpadł się 24 lata temu – jakby nie patrzeć, od tego drugiego wydarzenia minęło praktycznie ćwierć wieku. Co na to wszystko Rosjanie? Patrząc na rozwój wydarzeń na wschodzie, zauważyć można renesans popularności wąsatego dyktatora, który uznawany jest przez dużą część mieszkańców Rosji za bohatera. Rozpad ZSRS potraktowany został przez Putina jako największa katastrofa geopolityczna XX wieku. Większość Rosjan myśli tak samo, tęskniąc za czasami komunizmu jak kania za dżdżem. Sentyment ten nie jest naszym, poczciwym „komuno wróć!” dyktowanym faktem, że praca była dla wszystkich i czy się siedziało, czy leżało, dwa tysiące wpadały do łapy. Ten mechanizm przypomina raczej reakcję po wyjściu z agresywnej sekty, która nauczyła człowieka wszystkiego poza poruszaniem się w normalnym świecie. Demony komunizmu tańczą więc złowrogo nad Rosją i tylko sam diabeł wie, co jeszcze może z nich wyniknąć.

Swietłana Aleksijewicz w swojej ostatnio wydanej w Polsce pozycji „Czasy secondhand” z tymi demonami się mierzy. Ta znana już z kilku książek białoruska pisarka z niezwykłą empatią wsłuchuje się w głos zwykłych ludzi, tak jak czyniła to w „Czarnobylskiej modlitwie” czy wstrząsających reportażach z okresu II wojny światowej. Nawiasem mówiąc, warto dodać, że Aleksijewicz wymieniana jest od pewnego czasu jako pretendentka do literackiego Nobla. Kibicuję pisarce, mając już dość tych wszystkich politycznie poprawnych nudziarzy, których oprócz nich samych chyba nikt nie czyta. Ale wróćmy do „Czasów secondhand”. Dawno nie czytałem tak wnikliwego opracowania na temat Rosji. Pomijam tu milczeniem te wszystkie pisane z ironią reportaże literatów z Zachodu, który Europy Wschodniej nie rozumieją i pewnie nie pojmą nigdy. Mam jednak na myśli naszych, bliższych wschodnim klimatom pisarzy, którzy jeszcze nigdy tak jak Aleksijewicz nie zbliżyli się do tego, co gra w duszy przeciętnego Rosjanina. A jest to melodia cokolwiek niepokojąca.

Podobnie jak w poprzednich reportażach, autorka minimalizuje swój głos, redukując go jedynie do absolutnie niezbędnych didaskaliów. Tym samym daje się wypowiedzieć tym, których pyta. A że jest dociekliwa i cierpliwa, otrzymuje (i my z nią) bardzo dobry rezultat. Te kilkadziesiąt opowieści, ludzkich dramatów, splotów nieszczęścia i chwilowych radości, stanowi wielogłos, w którym wspólnym mianownikiem jest rozczarowanie. Ludzkie marionetki, rozmawiające z reporterką, wychowane w duchu posłuszeństwa systemowi, przeżywają ból istnienia związany z odejściem w niebyt partii komunistycznej i systemu, jaki ona ze sobą niosła. I chociaż znad Wisły trudno byłoby nazwać dzisiejszą Rosję krajem demokratycznym, to zwiększenie swobód obywatelskich połączone z dzikim, azjatyckim obliczem gospodarki rynkowej, stało się dla większości pokolenia pamiętającego czasy ZSRS zabójczą miksturą. Dla niektórych – w sposób dosłowny. Jeżeli w socjalistycznej moralności Związku Sowieckiego zajmowanie się handlem było jednym z grzechów głównych, to jak teraz pogodzić się z faktem, że dla młodszych generacji stało się ono sposobem na życie? W ten sposób po raz kolejny dzieci i rodzice wykopali sobie rów nieporozumienia.

Autorka jest blisko i słucha z uwagą: raz krzyków, a raz szeptów. Z powodu tej bliskiej perspektywy, w którą siłą rzeczy i my jesteśmy wprzęgnięci, stajemy się nagle bezbronni w naszych ocenach. Chciałoby się tym wszystkim ludziom przypiąć łatkę homo sovieticus, podsumować ich kilkoma słowami, a na końcu wycedzić coś o nawozie historii. Jednak w obliczu tak osobistych tragedii, które nierozerwalnie połączyły się z rozpaczą i żalem po stracie poczucia bezpieczeństwa, jakie dawał swoim wiernym dzieciom Związek Sowiecki, stajemy się bezradni. Bo jasne jest, że my w Polsce nie doświadczyliśmy takiej lobotomii. Nasze mózgi wyprano łagodnie i w krótszym czasie. Tam natomiast rozwalono religię, chłopską tradycję i pomieszano w multikulturowym tyglu kilkaset narodowości, nakazując im wszystkim miłość w imię ideałów socjalizmu. Ten eksperyment nie miał szans powodzenia, a sieroty po nim do dzisiejszego dnia nie mogą pogodzić się z jego klęską.

Bohaterem tej książki są przede wszystkim kobiety: stare, młode i te w średnim wieku. W kraju, w którym większość dorosłych mężczyzn pije, to one muszą stanowić tę silniejszą płeć. Ajeksijewicz z naturalnych przyczyn potrafi doskonale zobrazować ich dramat. Jej bohaterki chętnie opowiadają o sobie, o swoich marzeniach, w większości niespełnionych, o dramatach życiowych, samobójstwach najbliższych, o życiu w kraju, który je oszukał i wciąż oszukuje na nowo. Te pojedyncze losy mieszczą się w szerszych ramach egzystencji byłych towarzyszek partii komunistycznej, uchodźców z Kaukazu, powszechnie nienawidzonych w dużych rosyjskich miastach, nielicznych demokratek, które swego czasu zawierzyły Jelcynowi. Bohaterowie „Czasów secondhand” mówią bez znieczulenia, aż boli, aż dziwimy się, ile cierpienia jest w stanie znieść człowiek. Nie sposób zrozumieć tego, co dzieje się we współczesnej Rosji, bez znajomości tego specyficznego wielogłosu. Nie sposób również zignorować faktu, że te emocje, wypuszczone na wolność, dziwią i niepokoją. Bo niewolnik opłakujący odejście tyrana to figura tak samo budząca współczucie, jak diaboliczna.

Swietłana Aleksijewicz, Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka, tłum. J. Czech, wyd. Czarne, Wołowiec 2014, ss. 508.

4 komentarze:

  1. Bardzo poruszyła mnie "Czarnobylska modlitwa". Myślę, że ten rodzaj reportażu, całkowicie oddający głos bohaterom to trudna sztuka. Swietłana Aleksijewicz zasługuje na Nobla.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie również "Czarnobylska modlitwa" bardzo mocno przypadła do gustu: to rodzaj prozy, który łapie za gardło. Tę książkę też polecam, nie zawiedziesz się na niej. Nobla powinna dostać, bez dwóch zdań.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze - zaczęłam i porzuciłam po pół strony... Była noc, byłam zmęczona, a na półce czekało kilka pozycji do oddania i kilka do zrecenzowania. Na szczęście książka nie jest daleko i może się skuszę, żeby ją jednak przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się, bo warto wiedzieć, co dzieje się w głowach ludzi za Bugiem i dalej.:)

      Usuń