poniedziałek, 27 marca 2017

Zacier - Podróże w czasie, czyli park, rower i wiewiórki

Już pod koniec zeszłego roku robiło mi się tęskno za nowym albumem Zaciera. Za tym specyficznym poczuciem humoru i dźwiękowym eklektyzmem, który każe łączyć Mirosławowi Jędrasowi tak dalekie od siebie gatunki jak rock progresywny i punk. Tym bardziej była to tęsknota uprawniona, że poprzedni album „Skazany na garnek” był naprawdę bardzo dobrym zbiorem absurdalnych, ale i dojrzałych muzycznie piosenek. Wówczas po raz pierwszy od wielu lat płyta Zaciera obyła się bez żadnych wypełniaczy czy po prostu słabszych utworów. I wydaje się, że dobra passa kapeli trwa nadal, bo „Podróże w czasie, czyli park, rower i wiewiórki” są albumem podobnie dojrzałym i podobnie równym. Jednak to i owo się w muzyce Zaciera zmieniło.

Pierwszą zmianą jest bardziej refleksyjny niż dotąd charakter tekstów Jędrasa. Udowodnił on jednak, że i w latach 90. potrafił nagrywać piosenki melancholijne i nostalgiczne, jak „Wiosna nierządnica”, „Homo sum” czy „Rakowiec”. Teraz jednak czuć upływ czasu i ten specyficzny nastrój unosi się nad sporą częścią kawałków. Pierwszym tego dowodem jest rozpaczliwy tekst o chłopcu, który popełnił samobójstwo, czyli „Chłopiec, który chciał latać”. Ale już pierwsze dwa kawałki – „W parku” oraz „Rowerek” – są nie tyle prześmiewczą analizą czasów, co wyrazem tęsknoty za wolnością. Tę wyraża również numer pt. Podróże w czasie”. Z kolei „Napadła mnie piosenka” i „Chaos twórczej stagnacji” to autotematyczne utwory dotyczące procesu twórczego. Inne, jeszcze bardziej gorzkie przemyślenia znajdziemy w takich ironicznych tytułach jak „Człowiek to brzmi dumnie” („A gdy zginę z nożem w plecach, odprowadźcie mnie tłumnie i napiszcie na kamieniu: człowiek, to brzmi dumnie”) i „Wszystko będzie dobrze” („Dzień nowy wstaje, starzeją się dzieci. Wierzę, że życie się nie rozleci. Że będzie dobrze, że wszystko głupota, moja słomiana golgota”). Samotność, zdrada, zakłamanie, przemijanie, erozja uczuć, potrzeba wolności, której nie można znaleźć – to główne tematy piosenek na „Podróżach w czasie”. Z drugiej strony niektóre teksty są po staremu kąśliwe i prześmiewcze, na przykład „Samochodem terenowym do przedszkola” (krytyka dorobkiewiczostwa) czy po staremu absurdalny, polsko-angielski „Overpowered by Polish Vodka”.

Drugą zmianą, tym razem muzyczną, jest zaangażowanie trzech muzyków z zespołu Z całym szacunkiem dzika świnia: lidera – Aleksandra Koreckiego, odpowiedzialnego za flet poprzeczny i saksofon, basisty Tomasza Grochowalskiego i grającego na chapman sticku (rodzaj elektrycznego instrumentu strunowego) Wojciecha Rucińskiego. I był to strzał w dziesiątkę! Chodzi przede wszystkim o Koreckiego, który oprócz zajmowania się muzyką jazzową w macierzystym zespole, nagrywał z tak różnymi zespołami jak Elektryczne Gitary, Brygada Kryzys czy Neuma. Dzięki temu charakterystyczne piosenki Zaciera, którym blisko i do punka, i do progresywnego rocka, ale i do klasycznego songwritingu, zostały ożywione saksofonowymi solówkami i przygrywkami. Sax brzmi raz drapieżnie i dziko, raz melancholijnie, a nawet naiwnie radośnie. Słuchając, trudno nie zadać sobie pytania, jak to się stało, że ta fuzja nastąpiła dopiero teraz. Przecież ta czujna i jazzowa sekcja brzmi świetnie i w rytmach reggae („Overpowered by Polish Vodka”), i w bigbandowo-bluesowych klimatach („Na moim czerwonym Nordzie”). Sprawdza się także w bardziej progresywnych rzeczach, wyciągniętych rodem z zakurzonych lat 70. („A ja stałem nieopodal”), a nawet w klasycznych formach piosenkowych, którym blisko do Elektrycznych Gitar.

Porównując najnowszą płytę Zaciera do grania kabaretowego, to znaczy nie powiedzieć o niej nic. To już nie są szalone „Konfabulacje” z prześmieszną, ale i obrazoburczą piosenką o Fryderyku Chopinie. To Zacier refleksyjny, dojrzały, nieużywający wulgaryzmów, z doskonałą sekcją. Młody miał swoje uroki, a wiekowy ma ich chyba jeszcze więcej.

Zacier, Podróże w czasie, czyli park, rower i wiewiórki, SP Records 2017.

0 komentarze:

Prześlij komentarz