wtorek, 30 października 2018

Jon Krakauer - Missoula. #metoo po studencku

Druga połowa ubiegłego roku upłynęła pod znakiem społecznej akcji oznaczonej hasztagiem #metoo. Oto bowiem kolejne gwiazdy filmu zwierzały się po latach, że były molestowane. Moralne rozpasanie Fabryki Snów jest raczej tajemnicą poliszynela i kwestią czasu było, kiedy na jaw wyjdą skrywane przez długi czas sekrety jej ważnych osobistości. Akcja ta była w dodatku osobliwym połączeniem oskarżeń i autopromocji niektórych aktorek, którym przypomniało się, że do łóżka szły nie do końca z własnej woli. Niechaj Szanowny Czytelnik mi wybaczy i nie pomyśli, że broń Boże naśmiewam się z ofiar molestowania seksualnego, ale niech i przyzna, że w całym tym cyrku było coś żałosnego. W końcu nie o gwałty chodzi, lecz o dobrowolne spółkowanie w zamian za profity w świecie filmu. Podobne wrażenie nieszczerości miałem przy lekturze reportażu Jona Krakauera „Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim". Pozycja ta, jako żywo, przypomina mi pisaninę dwóch polskich reporterów, którzy znani są z tego, że robią z igły widły. Mowa o Marcinie Kąckim i Marcinie Wójciku. Ich książki pisane są pod określone tezy; to samo zrobił Krakauer, z miejsca dając wiarę tylko jednej stronie konfliktu. „Missoula” opowiada o zjawisku gwałtów towarzyskich na kampusie lokalnej uczelni w północnym stanie Montana.

Czym jest gwałt towarzyski i skąd w ogóle taka nomenklatura? W odróżnieniu od stereotypowej napaści seksualnej, w której agresor jest ofierze nieznany i działa z zaskoczeniu, termin ten określa przekroczenie granic intymności w znanym kobiecie środowisku i przez znanego sprawcę: kolegę czy partnera. I takie dwa przypadki opisuje Krakauer. Pierwszą wspomnianą przez niego parą są Alison Huguet oraz Beau Donaldson. Tych dwoje młodych ludzi przyjaźniło się od wczesnego dzieciństwa i razem dorastało w siedemdziesięciotysięcznej Missouli. Wydawało się, że tej bezpiecznej relacji mało co jest w stanie przeszkodzić. Jednak pewnej nocy, co potwierdzili śledczy, Donaldson zgwałcił Huguet, wykorzystując sytuację, że ta spała. Drugą parę stanowią natomiast Cecilia Washburn oraz Jordan Johnson. Ten gwałt miał miejsce w nieco innych okolicznościach, gdyż dziewczyna sama zaprosiła partnera do łóżka, a dodatkowo oboje pili wcześniej alkohol. I jak zeznała ofiara, mężczyzna, nie zważając na jej obiekcje, wykorzystał ją seksualnie. W obu przypadkach ważną rolę gra również fakt, że obaj studenci byli zawodnikami lokalnego klubu futbolu amerykańskiego. Jak pisze autor, Missoula hołubi swoich zawodników, a rozgrywki z ich udziałem zawsze są ważnymi momentami w życiu miasta oraz uczelni. Tak więc konflikt przebiegał między miejscowymi celebrytami a anonimowymi studentkami.

Konflikty takie jak te bardzo trudno rozwiązywać, ponieważ zazwyczaj mamy w nich wyłącznie słowo przeciwko słowu. Kobieta twierdzi, że mężczyzna zgwałcił, bo przekroczył granice przyzwolenia, ten zaś uważa całkowicie na odwrót. Warto wspomnieć, że z podobną kabałę wplątał się pod koniec 2017 roku polski deathmetalowy zespół Decapitated. Mianowicie podczas trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych pewna młoda kobieta oskarżyła członków kapeli o gwałt zbiorowy. Muzycy zostali aresztowani i groził im poważny proces. Na szczęście okazało się, że domniemana ofiara to notoryczna konfabulantka i muzyków wypuszczono na wolność. Przez pewien czas jednak sprawa rysowała się ponuro. Czytając „Missoulę”, przypominałem sobie tamten epizod i nie mogłem opędzić się od myśli: a co, jeżeli jeden z tych studentów (drugi został uniewinniony) został osadzony tylko dlatego, że jego przyjaciółka minęła się z prawdą? Przecież nie tak dawno, bo w latach 90. USA przeżywały histerię na temat molestowania seksualnego w dzieciństwie. Nagle znaleźli się psychologowie, gotowi udowadniać każdemu, że w wieku pacholęcym przeżył traumę, której – rzecz jasna – nie pamięta. Przez sądy przeszedł więc pochód skazanych, słusznie bądź nie, wyimaginowanych oraz rzeczywistych sprawców. Historia z gwałtami towarzyskimi każe myśleć, że w tej sprawie może być podobnie.

Jon Krakauer dał się poznać jako sprawny narrator w „Pod sztandarem nieba”, w której to książce opisywał powstanie i rozwój ruchu mormońskiego w USA. Natomiast w „Missouli”, zwłaszcza pod koniec reportażu, pojawia się dojmujące uczucie nudy. Autor relacjonuje, dość drobiazgowo, przebieg procesu sądowego, a potem jego skutki prawne. I nie wynika z tych opisów nic konstruktywnego – tezę przecież znamy już na początku lektury. W jej myśl największym złem jest biały mężczyzna, a w dodatku sportowiec. Niewinną ofiarą jest zaś kobieta i to ona zawsze ma rację. Przykro mi, ale z tego dobrze zapowiadającego się tomu pod koniec wyziera teatralny grymas Krakauera, który zdaje się mówić: jestem feministą, więc z definicji wierzę kobietom, i co mi zrobicie? Nie bagatelizuję bynajmniej opisanego przez autora zjawiska, bo jest ono poważne i jak najbardziej godne napiętnowania. Mierzi mnie za to specyficzny sposób relacjonowania faktów, dzięki któremu od razu wiemy, kto jest winny, nawet gdy wysoki sąd postanowi inaczej. I jeszcze ten tytuł, podobnie jak „Białystok” Kąckiego. Autor w ten sposób stawia pod pręgierzem całe miasto; Missoula jest więc, podobnie jak stolica Podlasia, winna wybrykom jego mieszkańców. Oczywisty to dowód, że dzisiejszą prozą tendencyjną jest właśnie reportaż, na czele z Kapuścińskim i jego „Cesarzem”.

Jon Krakauer, Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim, tłum. S. Tekieli, wyd. Czarne, Wołowiec 2018, ss. 429.

0 komentarze:

Prześlij komentarz