sobota, 9 maja 2015

Jean Raspail - Oczy Ireny. Francja nieistniejąca

Kto narzeka na Dana Browna, że swoje powieści zagadek okrasza antychrześcijańskimi konceptami, może spokojnie odetchnąć. Nie, Dan Brown się nie nawrócił. Podobnie mogą postąpić ci, dla których lektura dzieł Umberto Eco wydaje się zbyt karkołomna. Rzadko się bowiem zdarza we współczesnej kulturze, aby popularne teksty literackie były zgodne z katolickim punktem widzenia. Przy czym udaje się autorowi odejść od moralizowania i kościółkowego klimaciku. W przypadku Jeana Raspaila to nie dziwi, bo dla autora katolicyzm to synonim cywilizacji, a ta nie zawsze bywa grzeczna i ułożona. Częściej jest ekspansywna, narzucając niewiernym swój punkt widzenia, a od swoich wyznawców wymaga męstwa, wojowniczości rozumianej dosłownie jako wola i fizyczna siła. Tak było w „Obozie świętych” – powieści-manifeście, która rozprawiała się z mitem multikulturowości. „Oczy Ireny”, wydane we Francji w 1984 roku, są utworem zupełnie innym, co nie znaczy, że wolne są od chrześcijaństwa. Ono jest dla Raspaila jak powietrze, jego bohaterowie funkcjonują w nim jak w naturalnym środowisku. Nawet, gdy chodzi o akcję powieści na poły realistycznej, na poły fantastycznej, którą są „Oczy Ireny”.

Nieprzypadkowo we wstępie pojawiły się nazwiska Browna i Eco. Powieść Raspaila ma bowiem coś z powyższych, natomiast nie epatuje wulgarnym mitotwórstwem antykatolickim, jak u Amerykanina. Od Włocha różni ją zaś brak nadmiernego przegadania, zwanego przez mądrych tego świata mianem intelektualizmu. Mamy więc do czynienia z prostą opowieścią na jeden wieczór? Z opowieścią, która niczym cep lub kłonica wbije do głów pewne moralne idee?

Mamy w niej do czynienia z zagadką. Mianowicie, jest sobie główny bohater, Fryderyk Pons – pisarz i akademik. Ma on przyjaciela, który trzydzieści lat temu wstąpił do zakonu benedyktynów. Teraz, w tajemniczych okolicznościach, znika z klasztoru i zamieszkuje w odludnej latarni morskiej. Główna postać powieści, wraz z poznaną młódką o imieniu Alda, wyrusza jego tropem. I chociaż zarys fabuły może być dla niektórych banalny, w miarę rozwoju akcji wcale tak nie jest. Raspail mierzy się w „Oczach Ireny” z kilkoma gatunkami prozy. Oprócz powieści zagadek, w której subtelnie zarysowana fantastyka łączy się z realistycznym tłem, mamy w niej również elementy romansu. Tak, to nieczęste u tego francuskiego piewcy jeźdźców Apokalipsy. Pisarz podchodzi do tej materii ostrożnie, niekiedy wpadając w czułostkowy sentymentalizm, natomiast nie przekracza granicy niesmaku. Za ewidentną zaletę jego utworu trzeba uznać fakt, że prawie nie ma w nim scen erotycznych. A te, które są, zupełnie pomijają danie główne, sygnalizując zaledwie, że coś takiego przed chwilą się odbyło. Nieczęste i szlachetne ze strony autora posunięcie. Fryderyk Pons ma pięćdziesiąt lat, jest siwy i nosi wąsy, jego kochanka jest o połowę młodsza – szczęściem czytelnika jest więc oszczędzenie przez Raspaila niesmacznych szczegółów pożycia rzeczonej pary.

Ciekawe jest oszczędnie zarysowane tło powieści. Czas, w którym dzieją się wydarzenia, jest niedookreślony, zbliżony zapewne do roku powstania tekstu. Dwoje bohaterów, podróżujących po prowincjonalnych terenach współczesnej Francji, cieszy się niezmiernie z faktu, że nie musi tej współczesności oglądać. Skupieni na sobie i na zagadce, którą chcą rozwikłać, powieściowi Fryderyk i Alda, kilka razy natykają się na skrzeczącą pospolitość. A to rolnicza demonstracja, a to bliżej nieokreślone zamieszki – dzieci pokolenia ’68 odbywają swoje ponure bachanalia. Francja prowincjonalna stanowi z jednej strony katolicki azyl, w którym bohaterowie zanurzają się w całości, chodząc na msze do kościoła, czy rozmawiając na tematy wiary. Z drugiej zaś jest dowodem na porewolucyjne skarlenie tego niegdyś rycerskiego narodu. Nawet łodzie rybackie w bretońskim porcie noszą imiona antybohaterów roku 1789. Arystokratyczna mentalność obojga uczestników zdarzeń każe im gardzić tą gnijącą współczesnością.

Jeśli jesteśmy przy bohaterach, warto przyjrzeć się również kobietom. Są rzadkością w świecie Raspaila, toteż interesujące jest, w jaki sposób autor poradził sobie z tą kwestią. Istoty żeńskie w męskim świecie Fryderyka Ponsa to przede wszystkim estetyka. Odczucie piękna kobiecego wdzięku to podstawowy mechanizm, któremu ulega główna postać „Oczu Ireny”. Alda, bohaterka, z którą protagoniście powieści przyjdzie się rozstać, to piękno niewinne, czyste i nieskalane. Jest również Julia, Murzynka pracująca w zagadkowym Zajeździe Książąt. Ta z kolei emanuje zwierzęcością i dzikością. W końcu bohaterka tytułowa, o której wiemy najmniej. Aby cokolwiek o niej napisać, trzeba by zdradzić sekrety fabuły, więc ograniczę się do słów, z których wynika, że mamy do czynienia z postacią tajemniczą, rodem z fabuł powieści gotyckich.

I jedna kwestia na koniec. Świat, który opisuje Raspail, nie istnieje. W każdym razie dla mieszkańca Europy Środkowej jest on nie do uchwycenia. Stanowi konglomerat Tradycji, dłuższej niż nasze tysiąc lat chrześcijaństwa, magnackiego poczucia wyższości i pogardy dla zwyczajności, oraz tego specyficznego poczucia piękna, które każe celebrować każdy moment, tak jakby był on dziełem sztuki. Z tego względu lektura „Oczu Ireny” może drażnić. Natomiast za jakiś czas z pewnością spojrzymy na ten świat z tęsknotą. Kiedy to będzie, nie powiem, pisałem już o tym przy okazji „Obozu świętych”.

Jean Raspail, Oczy Ireny, tłum. B. Biały, wyd. Dębogóra, Dębogóra 2014, ss. 328.

0 komentarze:

Prześlij komentarz