wtorek, 5 maja 2015

Jan Słomka - Pamiętniki włościanina. Okiem chłopa

Ziemiańskich świadectw przeszłości ukazało się w Polsce sporo. Jako że w sferach tych pisać i czytać umiano, wiele przelewano na papier. Również świadomość narodowa, rozbudzona odpowiednim wychowaniem i lekturą, powodowała, że ziemiańskie pamiętnikarstwo jest nie tylko spojrzeniem w ciekawe obyczaje, ale stanowi też świadectwo miłości ojczyzny i troski o jej sprawy. Czasy zaborczej niewoli to okres rozkwitu tego typu twórczości, w której odbijał się cały ówczesny mikrokosmos rzeczywistości przełomu wieków XIX i XX. Piszący właściciel folwarku i pałacu nie był więc niczym osobliwym. Co innego chłop. Ten jeszcze ponad sto lat temu nierzadko nie poczuwał się do bycia członkiem wspólnoty narodowej, patrząc często tylko na czubek własnego nosa i za najważniejszą wartość uznając materialne przetrwanie. Z tego względu ewenement stanowią „Pamiętniki włościanina” spisane przez wieloletniego wójta Dzikowa, Jana Słomkę. Są chłopskim spojrzeniem na rzeczywistość Polski drugiej połowy XIX wieku i początków kolejnego stulecia.

Jan Słomka większość swojego życia spędził w Dzikowie. Dziś to dzielnica Tarnobrzega, nowe blokowisko przy szosie wylotowej na Sandomierz. Wówczas – osobna wieś leżąca na krańcach zaboru austriackiego. Autor urodził się cztery lata przed niesławną rabacją galicyjską, podczas której podjudzeni przez Austriaków chłopi wymordowali nawet do trzech tysięcy Polaków, w tym właścicieli ziemskich, urzędników i księży. Ten krwawy fakt jeszcze pięćdziesiąt lat później dzielił społeczeństwo Galicji, co dobrze pokazał w „Weselu” Wyspiański. Połowa dziewiętnastego stulecia to czas biedy, ale przede wszystkim ciemnoty, którą na kartach swojego pamiętnika krytykuje Słomka. Może czytelnik o poglądach lewicowych zżymać się na autora, który nierzadko potępia swoich włościańskich ziomków, a oddaje sprawiedliwość właścicielom gruntów, Tarnowskim. Taka jednak prawda: chłopi w większość stanowili żywioł nieprzewidywalny, wiedziony różnymi przesądami, związanymi również z gospodarowaniem. Stąd z początku zdziwienie, a potem zazdrość wieśniaków, którzy nie rozumieli nowoczesnego rolnictwa; takim zaś interesował się Jan Słomka.

„Pamiętniki włościanina” nie są jednak tylko zapiskami dotyczącymi uprawy ziemi i hodowli zwierząt. Kwestie te zajmują tylko pewien ich wycinek. Najciekawsze elementy omawianej pozycji stanowią obserwacje etnograficzne i społeczne. Słomka poświęca sporo miejsca na opis codziennej egzystencji chłopów: na wygląd domów i sprzętów codziennego użytku, ubiory, zajęcia takie jak gotowanie i pranie. I jak to bywa w małych społecznościach, dużą rolę odgrywał tu swoisty konserwatyzm objawiający się niechęcią do nowinek. Autor opowiada, jaką sensacją stało się w Dzikowie kupno zegara: rzecz jednak zaraz się wydała, bo dzieci, bawiąc się na drodze pod ścianami naszego domu, posłyszały wydzwanianie godzin. Zrobiły alarm i w mig po całej wsi poszła wiadomość: „U Słomki zegar!”. Początkowa nieufność i oskarżenia o „pańskość” życia powoli zmieniły się w akceptację; narrator stwierdza, że po latach posiadanie domowego chronometru stało się standardem. Naturalnie, pisze autor również o jedzeniu. Mięso czerwone i białe jedzono od święta, częściej na stół trafiały ryby, których spożywano więcej niż dzisiaj. Podstawą pożywienia były kasze, kapusta, potrawy mączne, ziemniaki.

Inną interesującą kwestią opisywaną przez Słomkę są stosunki chrześcijańsko-żydowskie, oparte na wzajemnych próbach sił, dalekie od politycznie poprawnej wersji, którą sprzedaje się odbiorcom większości przekazów medialnych. Żydzi zarzucali katolikom, że ci się w nich wyśmiewają, często nie rozumiejąc ich wiary i obyczajów. Natomiast ludność chrześcijańska narzekała na wyzysk ekonomiczny: lichwę, monopol handlowy czy wykupywanie zadłużonych nieruchomości. Narzekano również, w tym z ambon, na rozpijające chłopów karczmy, które w większości pozostawały w rękach żydowskich. Podziwia Jan Słomka spryt i gospodarność Żydów, cechy, których jego zdaniem brak było jego rodakom: nigdy nie widziałem ani słyszałem, by który z nich wyprawiał bale, które we dworach szlacheckich były częste, nie trzymali też takiej drogiej administracji, która cały dochód zabiera, ale gospodarzyli czasem może aż z przesadną oszczędnością.

Pamiętnik Jana Słomki jest również, o czym wspomniałem z początku, świadectwem patriotyzmu i świadomości narodowej, której często wówczas chłopom brakowało. Jak wskazuje przykład autora, nie było to nieosiągalne i będąc włościaninem, można było z powodzeniem nie tylko mieć pojęcie o otaczającej rzeczywistości, ale również na tę rzeczywistość wpływać. Co nietypowe, jak na przedstawiciela naszego narodu, Słomka miał jednoznacznie złe zdanie na temat alkoholu, uznając go za współczesną plagę i powód większości nieszczęść na świecie. Autor jednak nie narzeka na trudne warunki, w których przyszło mu żyć. Podaje siebie za przykład człowieka, który za sprawą ciężkiej pracy, wytrwałości, oszczędności i wierności zasadom moralnym osiągnął sukces. Nie tylko rozwijał gospodarstwo, czy utrzymał się na stanowisku wójta przeszło czterdzieści lat, ale wykształcił syna, który skończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Jan Słomka, Pamiętniki włościanina. Od pańszczyzny do dni dzisiejszych, wyd. MBP, Tarnobrzeg 2012, ss. 363.

0 komentarze:

Prześlij komentarz