poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Leszek Gnoiński - Republika. Nieustanne tango

Toruńska Republika była zespołem stojącym w rozkroku. Z jednej strony z powodzeniem funkcjonowała w systemie realnego socjalizmu, wydając płyty, co udawało się nielicznym wykonawcom rockowym. Z drugiej – była wiarygodną kapelą dla zbuntowanej młodzieży, nieufnie patrzącej w stronę „młodzieżowych” zespołów jak Lady Pank, Perfect czy Lombard. Z trzeciej strony – ta wiarygodność została nadszarpnięta po wydaniu drugiego albumu kapeli. Wówczas, pewnego sierpniowego wieczoru na festiwalu w Jarocinie, na scenę, na której Republika rozpoczęła swój występ, poleciał deszcz pomidorów i worków z piaskiem. Grupa wyszła z tego starcia zwycięsko, ale niesmak pozostał. Z perspektywy czasu widać jednak coraz bardziej, że jakakolwiek forma działalności artystycznej w PRL, czy to oficjalna, czy podziemna, okupiona być musiała kompromisami z władzą. Natomiast wizja dzielnych muzyków rockowych walczących z komuną jawi się jako ładna legenda, niemająca wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Bo ci, co faktycznie walczyli, nie mieli życia i nie mogli wydawać płyt. Większość jednak chciała jakoś egzystować. I w tej większości znalazł się również toruński zespół.

Wydana pod koniec zeszłego roku biografia Republiki, napisana przez Leszka Gnoińskiego, na szczęście nie podejmuje tak ochoczo wątków kombatanckich i nie robi z kwartetu dowodzonego przez Grzegorza Ciechowskiego bardów Solidarności. Przyznać również trzeba, że pod względem faktograficznym i edytorskim jest to jedna z absolutnie najlepszych książek biograficznych poświęconych muzyce rockowej, nie tylko w Polsce. Napisana jest dobrym językiem, niepopadającym w banał i nieobrażającym inteligencji czytelnika, w czym celują tłumaczenia zachodnich pozycji dotyczących muzyki metalowej. Gnoiński od początku angażuje odbiorcę w proces czytania, co rusz przytaczając ciekawe fakty z dziejów Republiki oraz ich członków. Drobiazgowo opisuje rodzinne i artystyczne korzenie każdego z muzyków zespołu, ale nie wchodzi z butami w ich życie prywatne. Naturalnie, najwięcej miejsca poświęca Grzegorzowi Ciechowskiemu, ale to dlatego, że jego droga twórcza była najbardziej znana słuchaczom i najmocniej rozwinięta. Dowiadujemy się jednak i o Krzywańskim, i Ciesielskim, i Kuczyńskim, w końcu o Leszku Bioliku – basiście, który współpracę z kapelą zaczął po jej reaktywacji, zastępując Pawła Kuczyńskiego. Strony im poświęcone czyta się z takim samym zaciekawieniem, jak te dotyczące lidera i całego zespołu.

Republika na kartach książki Gnoińskiego wydaje się jednym z najbardziej nowatorskich i znaczących zespołów na polskiej scenie muzycznej. Autor nie kryje więc swojego subiektywizmu, rysując obraz zespołu jako swoistego fenomenu, który po raz pierwszy w polskich realiach zaproponował spójną wizję artystyczną łączącą muzykę, wizerunek sceniczny (i poza nią) oraz teksty. Szczególnie na początku działalności grupy wizja ta była czynnikiem wyróżniającym. Na tle leśnych dziadków ze świata Muzyki Młodej Generacji Republika lśniła autentycznym blaskiem, a orwellowski charakter jej tekstów i wizerunku (czerń i biel) uwiarygodniał jej przekaz artystyczny. Nie dziwi więc fakt, że zespół bardzo szybko zaskarbił sobie serca fanów (i fanatyków). Gnoiński umiejętnie opisuje, jak doszło do stworzenia kapeli i do wypracowania tak oryginalnego image. Stawia tezę, że to właśnie ta oryginalna i spójna wizja była przyczyną tak spektakularnego sukcesu. I Republika stała się zespołem wiarygodnym i dla części punków, nieufnie nastawionych do wykonawców z głównego nurtu, i dla całej reszty niezaangażowanej w działalność kontrkulturową młodzieży. Stąd właśnie ten rozkrok, o którym wspomniałem we wstępie.

Omawiana właśnie biografia jest również opowieścią o talencie Grzegorza Ciechowskiego – człowieka, który nie tylko nagrywał solowe albumy, na tamte czasy brzmiące niezwykle świeżo i nowocześnie, ale również tego, kto „wymyślił” kilka znanych do dzisiaj wokalistek: Kasię Kowalską, Justynę Steczkowską czy Katarzynę Groniec. Znamienny jest fakt, że dwie pierwsze z wymienionych pań największe swoje sukcesy odnosiły wówczas, gdy ściśle współpracowały z Ciechowskim. Późniejsze ich dokonania znajdowały się już w cieniu tych pierwszych i nigdy nie odniosły takiego sukcesu. Nie sposób też mówić o książce bez wspomnienia o śmierci Ciechowskiego, która przyszła niespodziewanie pod koniec 2001 roku, a która stanowi punkt kulminacyjny całej opowieści. Była ona końcem dla Republiki, ale spowodowała wiele innych muzycznych wydarzeń, które na artystycznej mapie Polski pojawiają się do dzisiaj. Kariera zespołu, która zaczynała nabierać tempa po bardzo dobrze ocenianej „Masakrze”, została urwana w połowie, co prowokuje do pytań o jej dalszy przebieg.

Dalszego ciągu Republiki nie będzie, ale w życiu po życiu pojawiają się Nowe Sytuacje – koncertowy zespół Krzywańskiego, Ciesielskiego i Biolika, pojawia się Dzień Białej Flagi, niedawno ukazała się książka Anny Sztuczki i Krzysztofa Janiszewskiego „My lunatycy” – opowieść fanów o fanach i zespole. Do kompletu trzeba dodać jeszcze tę ostatnią, skromnie zatytułowaną biografię o czarnej okładce z białym logo na środku. Republika wciąż pozostaje dla swoich miłośników ważnym zespołem i przeżyciem pokoleniowym. Co więcej, pojawiają się nowi fani, którzy już nie widzieli zespołu na żywo. Wszyscy oni czują silną identyfikację ze zjawiskiem artystycznym, któremu na imię Republika.

Leszek Gnoiński, Republika. Nieustanne tango, wyd. Agora/Kayax, Warszawa 2016, ss. 762.

1 komentarze:

  1. Barbara Woźniak3 maja 2017 20:11

    Ja także, do tych miłośników się zaliczam. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń