Zack Davisson - Yurei. Japońskie duchy i strachy


Pamiętam do dziś, jakie wrażenie zrobiła na mnie japońska wersja horroru „The Ring”. Przez cały seans siedziałem jak na szpilkach, zastanawiając się, co za chwilę zobaczę na ekranie. Później kilkukrotnie próbowałem powtórzyć to doświadczenie, oglądając japońskie i koreańskie filmy grozy, lecz pierwsze wrażenie pozostało najsilniejsze. Nie stałem się więc fanem ruchomych obrazków z dalekiego wschodu. Również na palcach jednej ręki mogę policzyć dzieła literackie z tamtego kręgu kulturowego. W ósmej klasie przeczytałem „Kobietę z wydm” Abe Kobo, ale nie wiem, czy cokolwiek z niej zrozumiałem. Z kolei fenomen Murakamiego na mnie nie działa i jak dotąd oparłem się mu, nie czując jakiejkolwiek pokusy, by sięgać po jego powieści. Cywilizacja łacińska w zupełności mi wystarcza, nie potrzebuję egzotycznych podniet. Jakimś sposobem jednak znalazłem się w posiadaniu publikacji o japońskich duchach napisanej przez Amerykanina Zacka Davissona. „Yurei”, bo o niej właśnie mowa, przedstawia popularnonaukowe spojrzenie na zjawiska nadprzyrodzone i czyni to z japońskiego punktu widzenia. Autor jest bowiem zapalonym miłośnikiem japońskiej kultury i folkloru, a do tego tłumaczem. Wydaje się więc, że powinien wiedzieć, o czym pisze.

I tak jest w istocie. Zjawisko błąkających się dusz zmarłych jest w Japonii zupełnie inną kwestią niż w Europie czy Ameryce. Po pierwsze, religia chrześcijańska, która ukształtowała stary i nowy świat, nie mówi niczego o powracających duchach. To, co o nich wiemy, jest wynikiem wcześniejszych pogańskich kultów. Dzisiejsze horrory czy filmy grozy przedstawiają to zjawisko w synkretyczny sposób, łącząc pogański pomysł na pojawianie się zmarłych dusz z chrześcijańskimi koncepcjami egzorcyzmów czy innych obrzędów religijnych. W Japonii wiara w yurei jest starsza niż chrześcijaństwo i w tej formie przetrwała do dzisiaj. Ciekawe jest to, że w tak zindustrializowanym i nowoczesnym społeczeństwie, jakim jest Japonia (chociaż starzejąca się w zastraszającym tempie) przemiany gospodarcze i obyczajowe nie miały wpływu na system ludowych wierzeń, wywodzący się przecież wprost z zamierzchłej starożytności. Inną ciekawą sprawą jest zasadnicza różnica między „naszymi” a dalekowschodnimi duchami. Europejskie zjawiska kojarzone są, zgodnie z wykładnią chrześcijańską, z mocami piekielnymi, a według ludowych konceptów – pokutującymi duszami. Japońskie yurei to przede wszystkim istoty, które podczas ziemskiego życia nie zdążyły załatwić wszystkich spraw. Teraz przychodzą, aby doprowadzić je do końca. Motywem przyjścia wcale nie musi być dla nich zemsta czy niespełniona miłość; często przybywają w celach bardziej przyziemnych jak uporządkowanie talerzy w kuchni.

Autor odkrywa ponadto, że yurei są bardzo starym motywem artystycznym, występującym nie tylko w literaturze, ale i w malarstwie i rysunku. Dodatkowym walorem jego publikacji są z pewnością fragmenty podań, legend i klasycznych japońskich dzieł literackich, które zawierają wątki błądzących dusz. Sam wspomina, nie wiadomo, czy z kokieterii, czy ze szczerości, że był świadkiem niewytłumaczalnych zjawisk nadprzyrodzonych, które interpretował jako pojawianie się japońskich duchów. Z racjonalnego punktu widzenia jest to mało prawdopodobne, ale kto to wie, może dziadek Szekspir ma rację, mówiąc w „Hamlecie” na temat rzeczy, które nie śniły się filozofom. To w końcu nikt inny jak główny bohater tej tragedii spotkał ducha zamordowanego ojca. Z kolei z katolickiego punktu widzenia zjawiska te mogą być albo diabelskim zwiedzeniem, albo – co również prawdopodobne – złudzeniem lub czymś, czego nauka jeszcze nie odkryła, a co może być w przyszłości rozumowo wytłumaczalne.

„Yurei” jest więc pozycją, która omawia tytułowe zjawisko w wielu kontekstach: historycznym, kulturowym, a nawet osobistym. Autor rysuje przed czytelnikiem genezę i dzieje kształtowania się tych wyobrażeń na przestrzeni wieków. Do tego wprowadza mnóstwo odwołań literackich, malarskich oraz filmowych. Czasem jeszcze ubarwia całość, nielicznymi co prawda, wątkami personalnymi. Docenić trzeba jego wiedzę i erudycję, bo gołym okiem widać, że na sprawie się zna i nie jest niedzielnym, domorosłym hobbystą. Natomiast pozostaje otwarte pytanie, co przeciętny Europejczyk lub Amerykanin wyciągnie z jego publikacji. Czy nie będzie chciał dostać się do cukierka przez szybę?

Zack Davisson, Yurei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej, tłum. A. Czwojdrak, wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018, ss. 253.

0 komentarze:

Prześlij komentarz