środa, 7 sierpnia 2013

Grunt to bunt. Zwierzenia kontestatorów

W Jarocinie nigdy nie byłem. Za młody jestem, aby załapać się na festiwalowe szaleństwo w latach 80. Z czwartej klasy podstawówki pamiętam tylko koncert Papa Dance w hali sportowej w Gorzowie Wielkopolskim, i tyle byłoby rokendrola w moim prywatnym życiu gnoja. Teraz zaś Jarocin mnie nie interesuje. Ani jako skansen, ani jako festiwal. Tak jak współczesne odsłony reaktywowanego wydarzenia nie obchodzą zdecydowanej większości rozmówców Grzegorza K. Witkowskiego. Z radością przyjąłem fakt pojawienia się na rynku trzeciej części zbioru wywiadów „Grunt to bunt”, bo – po pierwsze – muzyka w literaturze jest czymś, co bardzo sobie cenię, a po drugie – kontrkultura lat 80. to dla mnie świat, w który często zaglądam.

Trzeci tom wywiadów jest najobszerniejszy. Drugi i pierwszy ukazały się rok i dwa lata temu, i chyba na siebie zarobiły, bo bez tego nie mógłbym teraz opisywać tej najświeższej części. Sam dobór nazwisk robi wrażenie, jeszcze dotąd nie udało się Witkowskiemu zebrać w jednym woluminie tylu znaczących dla festiwalu person. A raczej rozmów z nimi. Pojawiają się w omawianej książce nazwiska Waltera Chełstowskiego (jest to druga część wywiadu, kontynuacja rozmowy z tomu drugiego), Wojciecha Waglewskiego, Jerzego Owsiaka, Pawła Sito czy Yacha Paszkiewicza. Jeśli idzie o moje muzyczne preferencje, cieszyłem się z wywiadów przeprowadzonych z muzykami Bielizny (Janiszewskim, Furmanem, Figurą, Jarmakowiczem), Piotrem „Mizernym” Liszczem z 1984, czy z metalowcami, którzy – jak zwykle – niczego ciekawego nie powiedzieli. Metal lubię, ale muzycy metalowi to już zupełnie inna para kaloszy. Zresztą, w kilku przypadkach pociągnięci za język ludzie z kapel alternatywnych przyznają, że w środowisku punkowym i niezależnym metale traktowani byli jak półmózgi. Gorzej patrzono jeszcze na pseudo-satanistów, określając ich mianem bezmózgowców. Nie bądźmy gołosłowni, wystarczy porównać sobie teksty Kata, Kreona, czy Wilczego Pająka (chociaż ci ostatni mieli pewne odchylenia w stronę społeczną, jak to u thrasherów bywało), z lirykami punkowymi lub nowofalowymi, które, co prawda, nie powalały literacko, ale traktowały o czymś poważniejszym, niż diabeł i ognie piekielne.

A jaki obraz Jarocina wyłania się z tych kilkudziesięciu rozmów z muzykami, fanami, organizatorami? Podobny jak w poprzednich dwóch częściach, czyli bardzo niejednorodny. Wspomnienia lubią się zacierać i stąd nie dziwią te same sytuacje opisywane w bardzo różny sposób. Sztandarowym przykładem jest w tym przypadku kwestia prohibicji. Takowa obowiązywała w czasie trwania całego festiwalu, natomiast jedni mówią, że nie była odczuwalna, bo kombinowali sobie alkohol ze swoich własnych źródeł, inni z kolei zakaz ten odczuli na własnej skórze. Inną sprawą są zadymy w 1993 i 1994 roku, które między innymi spowodowały, że Jarocin zakończył swój żywot. Uczestnicy koncertów raz obwiniają za spowodowanie zamieszek brutalną policję, innym razem nieprofesjonalną ochronę, a w jeszcze innym przypadku konserwatywną, punkową publiczność, która reagowała agresją na komercjalizację przedsięwzięcia. Jak zwykle, przyczyn należałoby szukać w różnych miejscach, nie pomijając tych wymienionych powyżej.

Innym ważnym problemem, który pojawia się w wielu z przeprowadzonych wywiadów, jest sprawa wentyla bezpieczeństwa. W roku 1982, gdy z powodu stanu wojennego odwołano festiwale w Opolu i Sopocie, do Jarocina nie przyczepił się nikt i przegląd kapel rockowych mógł się spokojnie odbyć. Taka sytuacja budziła i budzi nadal pewne powątpiewanie, bo mimo faktu, że to coroczne święto fanów muzyki niezależnej pozwalało młodym ludziom na odrobinę oddechu od siermiężnej peerelowskiej rzeczywistości, to zastanawiać musi fakt, że przecież ktoś nim sterował. Do tej pory białą plamą historii jest problem tajnych współpracowników infiltrujących środowiska rockowców. Do dziennikarzy i pisarzy się dobrano, coś niecoś wiadomo o środowiskach kościelnych (casus Wielgusa), ale scena muzyczna, szczególnie ta alternatywna, mogłaby być wdzięcznym przedmiotem badań.

W związku z tym zabawne jest, gdy każdy z rozmówców, indagowany o kwestię wentyla, czy współpracy z odpowiednimi organami, jawi się jako niezłomny i walczący z komuną. Nie dziwi fakt, że radykalnie nastawione środowiska punkowe miały w pogardzie przedstawicieli Polskiego Radia, szczególnie tych z Trójki, nazywanej niekiedy Trujką. Również krytycznie i z sarkazmem patrzono na Muzykę Młodej Generacji, czyli sterowany przez dziennikarzy i działaczy ruch (ponieważ słowo „rock” było wówczas na cenzurowanym), który pojawił się na przełomie lat 70. i 80. Przyczynił się on do wypromowania takich kapel jak Exodus, Krzak czy Kombi (wówczas jeszcze rockowego i bez drugiego „i” w nazwie). Nie darzono również szczególną estymą tak zwanej Krajowej Sceny Młodzieżowej, czyli nurtu rocka harcerskiego, którego największym przedstawicielem był Sztywny Pal Azji. Wywiady z przedstawicielami MMG, jak i KSM, rzucają inne światło na ten problem. Dowiadujemy się na przykład, że Paweł Sito z Rozgłośni Harcerskiej w głębi serca walczył z komunizmem, a Sztywny Pal Azji to świetny zespół był.

Aby dojść prawdy, czym był Jarocin, nie wystarczy tych kilkadziesiąt rozmów. Tyle prawd, ilu ludzi. Interesujące światło rzuca Wiktor Kucaj, klawiszowiec i kompozytor progresywnego zespołu z Rzeszowa – RSC. Jego wypowiedzi zdają się popierać teorię wentyla. Władza wolała, aby młodzież pokrzyczała sobie na koncertach, niż angażowała się w działalność opozycyjną. Jeszcze bardziej interesujące niż wywiady z muzykami wydają się rozmowy z uczestnikami festiwalu. Trafiają się niekiedy Witkowskiemu prawdziwi gawędziarze, którzy nie ucinają rozmowy po kilkunastu zdaniach, a lektura takiego wywiadu to autentyczna podróż w przeszłość, w lata, gdy było się zbyt młodym, aby za gnojka jeździć do Jarocina.

Grzegorz K. Witkowski, Grunt to bunt III: rozmowy o Jarocinie, wyd. In Rock, Czerwonak 2013, ss. 775.

Biorę udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi".

5 komentarze:

  1. "jeszcze dotąd nie udało się Witkowskiemu zebrać w jednym woluminie tylu znaczących dla festiwalu person"

    Witam
    We wstępie do GTB3 jest napisane, że brak tzw celebrytów w GTB1 (szczególnie tam) jest pomysłem (!!!) szczególnym i jest tak specjalnie, żeby pokazać tzw "cichych bohaterów" Jarocina oraz Wielkopolskie Rytmy Młodych. :)
    Wielu celebrytów czekało na umieszczenie już od początku, ponieważ większość wywiadów była już nagrana na początku lat 2000, a przed wydaniem zostały one uzupełnione i autoryzowane.

    Dziękuję za zainteresowanie. GW

    OdpowiedzUsuń
  2. "Do dziennikarzy i pisarzy się dobrano, coś niecoś wiadomo o środowiskach kościelnych (casus Wielgusa), ale scena muzyczna, szczególnie ta alternatywna, mogłaby być wdzięcznym przedmiotem badań."

    Brakuje nazwisk dziennikarzy i pisarzy, choćby w nawiasie - jak powyżej :)

    Z moich prywatnych obserwacji wynika, że do nikogo się nie "dobrano", a jedynie ujawniono pewne informacje wtedy, kiedy trzeba było i kiedy komuś one pomagały w jakiś sposób.

    W wielu przypadkach ujawnienie nic specjalnego nie wniosło.

    Co do Wielgusa, czytając różne opinie, to sprawa nie jest do końca jasna, jak choćby w przypadku księdza Michała Czajkowskiego, który byłby lepszym przykładem.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Jeśli idzie o moje muzyczne preferencje, cieszyłem się z wywiadów przeprowadzonych z muzykami Bielizny (Janiszewskim, Furmanem, Figurą, Jarmakowiczem)"

    Z Bielizny jest jeszcze Witek Cynke, pierwszy basista ;)
    Pozdrawiam
    GW

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za komentarze, pozdrawiam! Pozostałe dwie części również mam na półce, czekam na kolejną. Naprawdę dobrze się to wszystko czyta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za uwagi. To dobrze, że nie nudzi... Tak myślę kiedy to skończyć, ale na razie nie mogę :))) Jest jeszcze kilka spraw, które warto poruszyć. Parę tematów ważnych dla tamtych czasów :) Jest więc szansa na kolejne, jeśli wydawca wytrzyma ;)

    OdpowiedzUsuń