piątek, 27 września 2013

Michał Książek - Jakuck. Z zimnego kraju

Zeszłej zimy termometry w naszym kraju pokazały minus dwadzieścia, góra minus trzydzieści stopni Celsjusza. Śnieg leżał od grudnia do początku kwietnia, biały puch przykrywał grunt nawet na święta Wielkiej Nocy. Narzekało się na tę srogą porę roku, przeklinając wszystko, co białe i leci z nieba. Wypatrywało się dodatnich temperatur niczym kania dżdżu. Kilka tysięcy kilometrów na północny wschód, na nieprzyjaznej, nazwanej przez Czapskiego nieludzką, ziemi, taka zima byłaby niezwykle łagodna. Tam, gdzie śniegi zaczynają się już we wrześniu i trwają do końca kwietnia, gdzie wieczna zmarzlina każe budować bloki mieszkalne na palach, nie ma oddechu od Zimnej Królowej. Temperatura spada nawet do ponad minus pięćdziesięciu stopni i przenika w głąb kości. „Jakuck” Michała Książka to przywitanie z zimnem, wędrówka do miasta, które przez kilka najsroższych tygodni zimy zasnute jest widmową mgłą, niczym z klasyki horroru.

W końcówce wieku XIX, na fali rosyjskich prześladowań, na Syberię trafił artysta, pisarz, mimowolny podróżnik, Wacław Sieroszewski. Po ponad stu latach jego śladem wyrusza Michał Książek i spędza w Jakucku ponad trzy zimy. Wystarczającą liczbę, aby rzetelnie opisać to, co widział i czego doświadczył. Czytając jego na poły reporterską, na poły eseistyczną opowieść, nie mam wrażenia, że jest ona powierzchowna. To nie głupkowaty „Ruski ekstrem” Borisa Reitschustera, ani płytka, pisana z poczuciem wyższości „Czarnobyl Baby” Merle Hilbk. Niemcy o Rosji pisać nie umieją. Polacy robią to dobrze, przynajmniej ci, których czytałem. Zresztą, czy „Jakuck” jest książką o Rosji? W sensie administracyjnym zapewne tak, ale w znaczeniu ludzkim odpowiedź nie jest już tak jednoznaczna. Te kilkaset stron to historie Jakutów i jakutów – mieszkańców Jakucji i społeczeństwa Jakucka. Pisał też o nich Jacek Hugo – Bader w „Białej gorączce”, pozycji już prawie klasycznej dla miłośników literatury faktu i wszystkiego, co na wschód od Buga. Od prozy Hugo – Badera odróżnia książkę Książka fakt, że jest ona bardziej stonowana, nie roi się od ekscentrycznych ludzkich typów, a reporter nie opisuje w niej oka cyklonu stworzonego z dziwnych sytuacji, w które akurat się zaplątał. Są tu również szamani, niczym z „Dzienników kołymskich” tego samego autora, ale schowani. Nie grają pierwszych skrzypiec, nie poznajemy ich życiorysów byłych partyjniaków czy urzędników, którzy odkryli animizm. Widzimy, że są i to nam wystarczy.

Nie ludzie są głównymi bohaterami „Jakucka”. Czasami szkoda, szczególnie gdy uświadomimy sobie, jacy potrafią być ciekawi. Tysiące kilometrów na wschód, na zimnych, syberyjskich połaciach nieprzyjaznej azjatyckiej ziemi mieszkają bohaterowie, których odsłania przed nami Hugo – Bader. Książek zaś ponownie rysuje swój szkic w wyciszony, wycofany sposób. Ludzie są, jako grupa, ale pojedynczych losów dzisiejszych tubylców nie poznajemy. Cofamy się w przeszłość i rozmawiamy z Sieroszewskim albo z Edwardem Piekarskim, drugim z największych polskich badaczy Syberii. Dwa tysiące kilometrów na wschód (wydaje się, że rozciąga się on w nieskończoność) leży Magadan, stacja wysyłkowa zeków na Kołymę. Przez Jakuck płynie Lena, rzeka, która dała pseudonim jednemu z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości – Włodzimierzowi Iljiczowi Uljanowowi – Leninowi. Bo Syberia to kraina zesłańców. Tu siedzieli i rzeczeni badacze i komunistyczni łajdacy.

Prawdziwym bohaterem książki jest mróz. Niewyobrażalne zimno, które przenika do szpiku kości; w tej sytuacji mała dziurka w rękawicy potrafi przysporzyć dużego cierpienia. Przy minus czterdziestu stopniach plwocina zamarza w locie, a o sikaniu w plenerze można jedynie pomarzyć. Książek opisuje zresztą, nie szczędząc obrazowych porównań, swoją drogę przez mękę, gdy nie mógł przez kilka godzin ulżyć sobie i  spełnić fizjologiczną potrzebę. Przy minus pięćdziesięciu pięciu stopniach więźniowie w łagrach przerywali pracę. Takie mrozy nie są w Jakucku rzadkością. Opisy zimna stanowią duży walor tej pozycji. Kto nie był zimą na Syberii, nie wyobrazi sobie, jak wielką niedogodnością jest w tamtych rejonach ta pora roku. Skrajnie nieprzyjazne warunki, potęgowane jeszcze przez gęstą jak mleko mgłę, utrzymującą się przez kilka najciemniejszych tygodni, potrafią zebrać prawdziwe krwawe żniwo. Autor opisuje sytuację, gdy z nastaniem wiosny zdziwiony zauważył obecność niektórych budynków, o których zdążył już zapomnieć. Znikające budynki po zimie powracają, natomiast kilkaset osób rocznie ginie bez śladu. Umierają zamarznięci, przysypani przez purgę, śnieżną burzę, a właściwie nawałnicę. Corocznie samobójstwo popełnia pół setki dzieci. Odchodzą, zapomniane przez własne rodziny, wielokrotnie przepiłowane na pół i scalane metodą patchworkową.

Opisuje Książek kulturę Jakutów, jej podstaw szukając w języku. Stąd pomysł na słownik języka, który niczym w sylwie, co rusz wypływa obok opisywanych historii. W mowie widać osobowość narodu, można zobaczyć w niej jego korzenie. Nie tylko Jakuci zamieszkują opisywane przez autora tereny. Są i Czukczowie, pojawiają się Ewenowie i Ewenkowie, migają Nieńcy. Siedemdziesiąt kilka lat komunizmu, niczym purga, nadwyrężyła nader mocno filar kultury ludów Syberii. Wierzenia religijne są rekonstruowane po latach, starzy bogowie odeszli, jedni na chwilę, drudzy na dobre. Na ich miejsce powstają nowe, hybrydowe istoty. A stolicy Jakucji, straszą dwa diabły: Lenin i Dzierżyński. Te dwa monstra mają swoje ulice. Ot, historyczna schizofrenia Rosji, w której z jednej strony cerkiew, z drugiej pomnik wodza rewolucji.

Rosyjskość w takich momentach wychodzi z „Jakucka”. I widać ją w bylejakości opisywanych miejsc. W zniszczonych kołchozach, chaotycznie działającej komunikacji miejskiej, czapkach uszankach. Duch Putina nie pojawia się tutaj zbyt często. Bo Rosjanie o Syberii zapominają. Opuszczają ją, zostawiając puste miejsca dla tubylców i Chińczyków, którzy chętnie skolonizują ten surowy obszar. Na razie zapamiętał ją Michał Książek, a my możemy razem z nim udać się w podróż śladami Sieroszewskiego i tropami dzisiejszych Jakutów, ludzi o małych nosach żyjących na dalekiej Północy i wbrew logice stawiających czoła ekstremalnym warunkom klimatycznym.

Michał Książek, Jakuck, wyd. Czarne, Wołowiec 2013, ss. 247.

Biorę udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi".

2 komentarze:

  1. To rzeczywiście prawdziwi bohaterowie - choćby mi oferowano miliony nie zamieszkałabym w takim miejscu, już pamieć o naszej poprzedniej zimie nie daje mi wytchnienia. Jednakże z chęcią zaznajomię się z tą pozycją. O Rosji mam pojęcie stosunkowo marne (najbardziej z nią kojarzę Vitasa, a on i tak jest z Łotwy, tam "tylko" zrobił karierę), z chęcią będę sukcesywnie naprawiać ten błąd... warto poznać sąsiada. Szczególnie, gdy mowa o rejonach tak trudnych do zdobycia, że aż zapomnianych...

    OdpowiedzUsuń
  2. Reportaż wart przeczytania. Ciężkie życie, okropne warunki atmosferyczne, bieda. Rzeczywiście to prawdziwi bohaterowie.Zwróciłam uwagę na liczbę samobójstw, w której jest też ogrom dzieci. Smutne, ale prawdziwe. Pewnie większość mieszkańców ma tam depresję, ja też bym miała.

    OdpowiedzUsuń