czwartek, 7 listopada 2013

Tadeusz Płużański - Bestie. Galeria katów

Po II wojnie światowej w imię ideałów komunizmu tysiącom ludzi odebrano w naszym kraju życie. Gdy z Moskwy przywędrował nowy system polityczny, uaktywnili się bandyci: śledczy, tajni policjanci, prokuratorzy i sędziowie, którzy żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych zamykali w więzieniach, często bez procesu, albo po zwykłych pokazówkach, a często po prostu ich zabijali. Wrogowie nowej ludowej ojczyzny znajdowali się na pozycji straconej. Część z nich ujawniła się, mamiona obietnicami darowania win, a część pozostała w lasach; dziś pamiętamy o nich jako o żołnierzach wyklętych. Żyją jeszcze ostatni z nich, tak samo jak ostatni z ich oprawców. Zgadnijcie, czyje emerytury są większe?

13 lat temu ówczesny przewodniczący AWS i kandydat na prezydenta Marian Krzaklewski powiedział w czasie telewizyjnego wywiadu z osławionym Piotrem Gembarowskim, że za czasów PRL istniał tajny układ między ZUS a rządzącą partią PZPR. W myśl tego tajnego porozumienia wielu członków aparatu władzy nie odprowadzało składek do wymienionej wyżej instytucji, a ich świadczenia przejściu na emeryturę były bardzo wysokie. O niedawno zmarłych podobno źle nie mówimy, ale to porozumieniu Okrągłego Stołu i pierwszemu premierowi RP możemy podziękować za to, że bestiom, jak nazywa komunistycznych oprawców Tadeusz Płużański, nie obniżono wypłacanych kwot. Wrócił żołnierz z wojny – śpiewa Mirosław Jędras, znany bardziej jako lider i twórca Zaciera. I dodaje dalej jeszcze ciekawsze słowa, jak najbardziej adekwatne do sytuacji tych, którzy z komunizmem walczyli w lasach i narażali własne życie za wolność.

„Bestie” to publicystyczna, historyczna opowieść, będąca rezultatem kilkunastoletniego śledztwa autora. W ramach prywatnego dochodzenia Płużański prześwietlił życiorysy kilkudziesięciu oprawców i ujawnił fakty, które z jednej strony istniały w rozproszeniu, a z drugiej znajdowały się w ukryciu. Jako kontrapunkt do ubeckiego Mordoru pojawiają się w tej książce postaci żołnierzy wyklętych, coraz częściej nazywanych niezłomnymi. Żołnierzy, których upamiętnienie zawdzięczamy Lechowi Kaczyńskiemu. Żołnierzy, których lewacka propaganda cały czas nazywa bandytami, zupełnie abstrahując od całej złożoności sytuacji wojny i to będącej konfliktem tak okrutnym. Wyklęci nie byli aniołami, pewnie mieli na swoim koncie zarówno pospolite przestępstwa, jak i czyny chwalebne, ale wojna demoralizuje wszystkich i wszystkim powoli zabiera człowieczeństwo. Być może niektórych czytelników drażnić emocjonalny ton tej pozycji, może część z nich zżymać się na brak obiektywizmu, ale ma Płużański swój osobisty motyw, z powodu którego aż dyszy nienawiścią do czerwonej hołoty. Otóż ojciec autora był członkiem AK i późniejszym więźniem politycznym w najgorszym okresie PRL. Czy fakt ten tłumaczy ekspresywny język książki i jej jednostronne spojrzenie? Odpowiedź na to pytanie sformułujmy po zapoznaniu się z faktami, a te są jednoznaczne.

Jedną z bohaterek „Bestii” jest Helena Wolińska, stalinowska prokurator żydowskiego pochodzenia, grana przez Agatę Kuleszę w ostatnim filmie Pawlikowskiego „Ida”. Ta zmarła w 2008 roku oskarżyciel odpowiada między innymi za śmierć generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, jednego z większych bohaterów II wojny światowej. Pyta Płużański, dlaczego ta ponura postać nie pojawiła się w kinowym obrazie Ryszarda Bugajskiego, poświęconym rzeczonemu oficerowi. Czy powodem braku tejże postaci w „Generale Nilu” jest polityczna poprawność? Czy ujawnienie prawdy o krwawej Helenie byłoby wodą na młyn poszukiwaczy polskiego antysemityzmu? Wszak historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego Helena Datner, jak podał wczoraj portal wnas.pl, stwierdziła jednoznacznie, że „Ida” jest filmem antysemickim. „Bestie” są więc w myśl tej teorii antysemicką książką i to o wiele bardziej niż dzieło Pawlikowskiego, bo nie czai się i prosto z mostu ujawnia żydowskie korzenie wielu z oprawców Polaków. Czy znaczy to, że według Płużańskiego Żydzi są be? Człowiek inteligentny zauważy różnicę między tym stwierdzeniem, a faktem, mówiącym: tak, niektórzy Żydzi byli dla nas okrutni, niektórzy niekoniecznie. Rozhisteryzowany czytelnik „Gazety Wyborczej” z pewnością tego niuansu nie odczyta. Nawet Władysław Bartoszewski, który pupilkiem prawicy nie był i nie jest, stwierdził, że oskarżenia Wolińskiej i jej otoczenia o antysemityzm są po prostu bzdurne.

Jednym z częściej występujących w „Bestiach” antybohaterów jest stalinowski sędzia wojskowy, mieszkający od lat w Szwecji Stefan Michnik, brat Adama – naczelnego wymienionego w powyższym akapicie dziennika. Polska wystąpiła do Sztokholmu o umożliwienie tymczasowego aresztowania oprawcy, natomiast władze państwa z północy odmówiły. Duch nie zginął w młodych Szwedach, gdyż ci – członkowie nacjonalistycznej organizacji Nordisk Ungdom – protestowali 17 grudnia zeszłego roku pod domem byłego komunistycznego sędziego. Ten z kolei, zdaniem Płużańskiego, odpowiada za śmierć majora Zefiryna Machali – żołnierza Września i oficera przedwojennej Polski, a po zakończeniu działań w 1945 roku pracującego w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Michnik i Wolińska to tylko dwa przykłady z całej plejady oprawców, katów i zbrodniarzy.

O reszcie z nich możemy przeczytać na kartach „Bestii”, co więcej, autor łączy historię ze współczesnością, pokazując działania polityków, którzy starali się zrobić wszystko, by tymże ludziom o mrocznych życiorysach włos z głowy nie spadł. Jest więc książka Tadeusza Płużańskiego gorzkim spojrzeniem na III RP, państwo podobno niepodległe i opierające się na rządach prawa. Felietonistyczna, publicystyczna forma opracowania, odchodząca od chłodnej, historycznej analizy, jest z pewnością czynnikiem, który rodzi w nas wewnętrzny bunt na system, który o ofiarach zdaje się zapominać, a oprawców wprowadza na salony i pozostawia im pokaźne emeryturki. Może niektórym ta emocjonalność tekstu przeszkadzać, ale w końcu co jest większym grzechem: ekspresja języka czy komunistyczne zbrodnie?

Tadeusz M. Płużański, Bestie: Mordercy Polaków, wyd. 3S Media, Warszawa 2011, ss. 559.

2 komentarze:

  1. ekspresja jest grzechem glownym w swiecie poprawnosci politycznej.
    zbrodnia jest co najwyzej grzechem lekkim w emanacji poprawnosci politycznej czyli relatywizacji.

    dlatego ostatnie pytanie w ogole nie powinno pasc w tym tekscie bo niejako uwiarygadnia ten chory stan rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ot, zabieg retoryczny. Skoro zareagowałaś, to znaczy, że się powiódł.

    OdpowiedzUsuń