poniedziałek, 30 grudnia 2013

Adam Ronikier - Pamiętniki. Inna wojna

Dla laika II wojna światowa w Polsce przebiegała następująco: 1 września 1939 roku napadli na nas Niemcy, dwa tygodnie później to samo zrobił Związek Sowiecki, a sześć lat od rozpoczęcia działań militarnych doczekaliśmy się wyzwolenia. Polacy ofiarnie walczyli – w lasach, na Zachodzie, ale i wspólnie z Armią Czerwoną. Przepędziliśmy nazistów i doczekaliśmy może nie do końca wolnej, ale spokojnej Polski. O co tu się więcej spierać – spyta laik. A jest o co. Im dalej od czasów najkrwawszego wydarzenia w światowych dziejach nowożytnych, tym więcej pojawia się niuansów lub opinii dotychczas niedopuszczanych – w myśl politycznej poprawności – do głosu. Jednym z takich głosów, już nie wołających na puszczy, ale wciąż pozostających w mniejszości, jest tekst „Pamiętników” Adama Ronikiera, szefa Rady Głównej Opiekuńczej – charytatywnej instytucji, która działała w Generalnej Guberni w latach 1939 – 45.

Czym była RGO? Jako instytucja charytatywna, Rada zajmowała się wszelkimi działaniami wspomagającymi Polaków podczas okupacji niemieckiej. Organizowała dożywianie w więzieniach, budowała sieć placówek opiekuńczych dla dzieci, wstawiała się u władz Rzeszy za aresztowanymi i skazanymi na śmierć polskimi patriotami. Przy czym, zaznaczyć trzeba, instytucja ta działała w Generalnej Guberni oficjalnie, z poparciem władz III Rzeszy. Pojawia się więc pierwsza sporna kwestia, którą jest współdziałanie z okupantem. Lektura „Pamiętników” pozwala bardzo szybko rozwiać te wątpliwości. Adam Ronikier, jako patriota kochający Polskę, działa dla jej dobra i jeśli sprawa wymaga napisania memoriału, chociażby do gubernatora, rezydującego na Wawelu Hansa Franka, autor pismo takowe sprokuruje. To, co charakterystyczne dla działań RGO, nazywa Ronikier legalizmem. Jak wspomina na kartach swoich memuarów, nigdy nie był lojalny wobec władz niemieckich, pozostając tym dla swojej ojczyzny, musiał przestrzegać litery prawa narzuconego przez Hitlera, aby ugrać coś dla cierpiących i prześladowanych rodaków.

Nasze myślenie o II wojnie światowej (oraz o innych, dawniejszych konfliktach) zasadza się najczęściej na dualizmie. W myśl jego albo coś pozostaje czarne, albo białe; brak stanów pośrednich, brak dyplomacji. Szabelka, na koń i jakoś to będzie – jak wspominał Mickiewiczowski Sędzia. Ronikier wskazuje i niejednokrotnie udowadnia, że takie działania nie przynoszą spodziewanego efektu, co więcej, mają one skutek wprost przeciwny. Jako jeden z dowodów autor przytacza zasłyszaną historię o wysadzonym przez partyzantów pociągu, w którym znajdowało się… dwóch Niemców oraz sześćdziesięciu Polaków. Naturalną konsekwencją tego nieprzemyślanego działania było rozstrzelanie osiemdziesięciu naszych rodaków. Taka odpowiedzialność zbiorowa była czymś, co Ronikiera niezwykle bolało, w pertraktacjach z władzami okupacyjnymi niejednokrotnie podnosił on tę kwestię, spodziewając się jej zaprzestania. Punktem kulminacyjnym toku myślenia autora są karty poświęcone powstaniu warszawskiemu, do którego ma on jednoznacznie negatywny stosunek. Rozgranicza jednak dwie rzeczy: widzi bohaterstwo Polaków, nie bojąc się nazywać działań powstańczych jednym z najbardziej heroicznych momentów w historii świata; jako rewers pozostaje jednak gorzkie słowo kierowane do tych, którzy swoimi decyzjami spowodowali wybuch sierpniowego zrywu.

Wpisuje się więc książka Ronikiera w rozgorzały niedawno spór dotyczący zasadności wybuchu powstania warszawskiego, spór, który spowodowało pojawienie się pracy Piotra Zychowicza „Obłęd 44”. Konflikt ten, będący odwiecznym polskim sporem między romantykami, chcącymi bić się w imię idei, niepatrzącymi na konsekwencje, a konserwatystami mającymi na celu oszczędzanie substancji ludzkiej, widoczny jest również w „Pamiętnikach”. Każda ze stron posiada swoje argumenty, jednak fakty przemawiają bardziej za stroną realistów. To, na czym zależało Ronikierowi i RGO, było oszczędzenie jak największej liczby istnień w momencie, gdy walka nie miała już sensu, a decyzje polityczne zapadały daleko w Londynie.

Realizm Ronikiera i jego przenikliwość każą mu nie mieć żadnych złudzeń dotyczących Sowietów. O ile w drugiej fazie wojny mógł autor liczyć na dużą zmianę polityki Niemców wobec Polski (a były według niego takie szanse), to o komunistach zdanie miał jednoznaczne. Partyzantkę komunistyczną w postaci GL/AL nazywał konsekwentnie bandami i nie widział w niej – zresztą słusznie – żadnego motoru mogącego wywalczyć nam niepodległość. Ten realizm i legalizm w zderzeniu z okupantem hitlerowskim, niestety, okazały się nieadekwatne do sytuacji. W momencie, gdy Roniker działał w majestacie i w granicach obowiązującego prawa, Niemcy wystrychali go na dudka, albo podawali sprzeczne interpretacje przepisów. To jest również pewna nowość w optyce tego konfliktu militarnego. W łonie okupanta pojawiały się niejednoznaczne głosy na temat, co zrobić z Polską. Wynikało to z niejednorodności charakterów oraz poglądów mocodawców, ale również było efektem chaosu politycznego, który panował w III Rzeszy, a podyktowany był on między innymi psychopatyczną osobowością Adolfa Hitlera. Z niektórymi Niemcami można było się porozumieć, można było w ich przypadku liczyć na poparcie pewnych żądań. Nawet w Gestapo znajdowali się życzliwi Ronikierowi ludzie, którzy niejednokrotnie przychylali się do jego próśb.

Jest więc pamiętnik Ronikiera zapisem zmagań, jako prezesa RGO, z mało przychylną tej instytucji machiną wojenną. Jest świadectwem człowieka, który dla Polski gotów był sprzymierzyć się z diabłem, chociaż granicy zdrady – co trzeba mocno zaznaczyć – nie przekroczył nigdy. Odmawiał on udziału we wszystkich oficjalnych uroczystościach w Generalnej Guberni. Był aresztowany i przesiedział parę miesięcy w więzieniu. W końcu, co najważniejsze, pomagał swoim rodakom i była to pomoc jak najbardziej wymierna. Są „Pamiętniki” również świadectwem arystokraty, inteligenta, przedstawiciela klasy już nieistniejącej, rozgromionej przez Sowietów. Artystokratyczność Ronikiera to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, niezależnie od jego pochodzenia: społecznego czy etnicznego, swoisty demokratyzm i umiłowanie prawdy. I wiara: w Opatrzność oraz w Polskę.

Adam Ronikier, Pamiętniki 1939-1945, wyd. Literackie, Kraków 2013, ss. 407.

0 komentarze:

Prześlij komentarz