czwartek, 6 lutego 2014

Aleksander Nikonow - Koniec feminizmu. Młot na gender

Rewolucja trwa. Pod czerwonym sztandarem feminizmu aktywistki przejmują rząd dusz. W Okopach świętej Trójcy trwa męski ród. Na Zachodzie, szczególnie w Skandynawii, zupełnie skapitulował, w Stanach Zjednoczonych jeszcze walczy na barykadach. Na południu Europy i w Rosji trzyma się całkiem nieźle, chociaż słychać tam już dalekie huki armat. Feminizm, nazwijmy go klasyczny, postulował równouprawnienie kobiet, co działaczki już dawno osiągnęły. Nikonow stawia tezę, że dzisiejszym bojowniczkom damskiego świata nie chodzi o równość, ale o supremację. Podobnie jak dzieje się z wieloma mniejszościami. Jako grupy krzykliwe, agresywne i korzystające ze wsparcia tak zwanych organizacji pozarządowych (nie pamiętam, kto celnie scharakteryzował te instytucje, jako podmioty chcące rządzić, ale bez odpowiedzialności), chcą one nie tyle równych praw, co sięgają po władzę, pragnąc zastąpić obowiązujące narracje swoimi zmanipulowanymi opowieściami.

Tytuł książki jest prowokacyjny, jak i cała jej treść, natomiast na wojnie nie ma półśrodków. Nikonow twierdzi, że batalia między radykałkami a resztą świata weszła w jeszcze bardziej agresywną fazę, trzeba więc zastosować mocniejsze środki bojowe. Wbrew pozorom „Koniec feminizmu” nie jest książką dotyczącą tylko zagadnienia tytułowego. Przedstawione jest ono w szerszym kontekście, mianowicie gender oraz poprawności politycznej. Z gender jest jeden zasadniczy problem, który można porównać do marksizmu. Obie ideologie, czy filozofie na papierze wyglądają całkiem niewinnie. Karol Marks dokonywał analizy dziewiętnastowiecznego społeczeństwa i – mówiąc skrótem i uproszczeniem – skonkludował, że rządzi nim pieniądz. Gender u swojej podstawy twierdzi, że ujęcie płci zależy od kultury, co również jest prawdą. Eskimosi i mieszkańcy Francji nieco inaczej widzą społeczne role mężczyzn i kobiet. Jednak i marksizm i gender są osobliwie toksycznymi ideologiami, że zawsze przechodzą w praktykę i niszczą na swojej drodze tradycyjny porządek. Hucpa z przebieraniem chłopców w sukienki to nie tylko sprawa ostatnich kilkunastu miesięcy. Podobnie paranoiczne pomysły genderystów to nihil novi pod słońcem Szwecji czy USA.

Poprawność polityczna jest natomiast współczesną cenzurą, która blokuje badania naukowe i wiele przejawów zdrowego rozsądku. W myśl tej zwichrowanej ideologii rasizmem jest pobicie Murzyna przez białego. Sytuacja odwrotna już do aktów przemocy rasistowskiej się nie zalicza. Co więcej, może być potraktowana jako samoobrona. Bo przecież biały sprowokował czarnego tylko tym, że był biały. Śmiejecie się? Tak to działa również w przypadku przemocy między płciami. W niektórych stanach USA jako gwałt traktuje się jakikolwiek stosunek seksualny podjęty w momencie, gdy kobieta była pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Na jednej z uczelni studentka zaskarżyła profesora o molestowanie seksualne, gdyż ten zbyt długo utrzymywał z nią kontakt wzrokowy. Na innej stało się to samo, tyle że wykładowca kontakt wzrokowy utrzymywał zbyt krótko. No i nasza bohaterka poczuła się dyskryminowana. Nie wierzycie? Głupie to? Zachęcam do lektury, a poza tym mieszkamy w Polsce, kraju na razie normalnym. I życzmy sobie, aby ta normalność trwała tu jak najdłużej. Za akt przemocy (wobec kobiet, rzecz jasna) w Australii uznaje się nie tylko rękoczyny (co jest zrozumiałe) czy agresywną mowę, ale również sytuację, gdy w momencie kłótni na widoku znajduje się broń. A prawo tego kraju za broń uznaje również pistolety startowe i zabawki.

Jeżeli mężczyzna kobietę zignoruje w czasie rozmowy, może ona wnieść sprawę o przemoc. Jeśli na nią nakrzyczy, może ona wnieść sprawę o przemoc. Jeśli ją uderzy, może ona wnieść sprawę o przemoc. Jeżeli zaś kobieta uderzy mężczyznę, o ile ten nie ubiegnie jej w wyścigu do telefonu na policję i - rzecz jasna - będzie miał na ten fakt niezbite dowody, to kobieta również może wnieść sprawę o przemoc. Przecież została sprowokowana. Brzmi to jak kiepska antyutopia, ale z tego, co pisze Nikonow, jest prawdą. Czy to jeszcze równouprawnienie, czy już walka o władzę? Jako dowód przytacza rosyjski autor obszerne cytaty z pracy Valerie Solanas, która całkiem poważnie postulowała zapędzenie wszystkich mężczyzn do komór gazowych. Radykalny feminizm doszedł już do takiego stężenia deklarowanej przemocy, że pewna liczba działaczy i działaczek tego ruchu (tak, są również w nim nieliczni mężczyźni) skapitulowała, wycofując się ze swoich uprzednio głoszonych poglądów. Zobaczyli oni, do czego prowadzi ta ideologia.

Polskie dyskusje o gender przyzwyczaiły nas, że jest to spór między radykalnym lewactwem a katolikami. Co może nas z jednej strony dziwić, ale mnie osobiście cieszy, Nikonow w ogóle nie jest chrześcijaninem. Autor to scjentysta, naturalista, liberał i ateista. Jak widać, z tych pozycji również da się krytykować chore idee. A wręcz, gdy pomyślimy logicznie i naukowo, stanie się to obowiązkiem każdego wykształconego człowieka, szczególnie tego, który odebrał dyplom na kierunku ścisłym. Nie jest żartem, że radykalne feministki chcą likwidacji logiki i matematyki, jako nauk męskich. Nikonow dokonuje zaorania genderowych paranoi za pomocą nauk przyrodniczych. Ostatnia część książki to analiza naturalnych różnic między mężczyznami a kobietami; a wynikają one z ewolucji. Wystarczy średnio znać biologię, aby pożegnać się z genderyzmem na zawsze. Kluczem do zagadki pojawiania się gender, feminizmu i politycznej poprawności jest po prostu nieuctwo.

Aleksander Nikonow, Koniec feminizmu: czym kobieta różni się od człowieka, tłum. P. Powolny, wyd. Trio, Warszawa 2011, ss. 356.

4 komentarze:

  1. Zgadzam się z tekstem w pełni, ale muszę zwrócić uwagę na pewien drobiazg, pomyłkę, która jest bardzo często popełniana: genderyzm nie równa się gender, lecz jest wręcz jego przeciwieństwem

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nie jest żartem, że radykalne feministki chcą likwidacji logiki i matematyki, jako nauk męskich."

    O kurczę, nie sądziłem, że sprawy zaszły aż tak daleko - wychodzi na to, że niektóre kraje naszego świata znajdują się zaskakująco blisko "Seksmisji".

    A co dyskusji prowadzonej w naszym polskim środowisku na temat gender to rzeczywiście najbardziej widoczne są stronnictwa feministek oraz katolików. Ale na zdrowy rozum nie ma się chyba czemu dziwić, że to właśnie środowiska religijne jako pierwsze podjęły rękawicę rzuconą przez zwolenników gender - w końcu b. wyraźnie godzi ona w rodzinę, czyli zgodnie z konserwatywnymi wartościami, podstawową komórkę zdrowego społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gender to nie ideologia, to teoria. I to, że powstała w momencie zrywu kobiet w czasie rewolucji seksualnej z lat '60 nie oznacza, że jest ściśle związana z feminizmem. Może kobiety tylko bardziej ją wykorzystują niż mężczyźni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tekst co prawda nie napawa optymizmem, raczej strachem, lub uczuciem abstrakcji która może nadejść, ale ja osobiście jestem spokojny o cały ten ruch. Prędzej czy później upadnie, tak jak każda inna sekta naukowa. Po prostu musi, gdyż fakty są zbyt ciężkie żeby mogło być inaczej :) Z drugiej strony słuchając wypowiedzi pań z pewnych kręgów trudno oprzeć się idiotyzmom które płyną z ich ust. Czasami ręce same opadają. Ale niestety, to my jesteśmy nietolerancyjni... :)

    OdpowiedzUsuń