sobota, 2 marca 2013

1984 - Specjalny rodzaj kontrastu. Ścieżka dźwiękowa do atomowej antyutopii

Orwell, Huxley i Zamiatin mogliby być dumni. Chociaż każdy z nich cieszyłby się, gdyby jego pomysł pozostał na kartach powieści. Ludzie muszą jednak spróbować w praktyce każdej utopii. Począwszy od Platońskiego Państwa , skończywszy na pomysłach ideologów genderowych, pokusa tworzenia raju na ziemi wciąż jest w historii obecna. Domeną zaś artystów jest opisywanie tego stanu rzeczy. Do takich twórców należała w latach 80. rzeszowska grupa 1984, prowadzona przez Piotra Mizernego Liszcza. Zresztą kapela gra i dzisiaj. Jednak to, co stworzyła na swoim debiucie, pozostaje jej najlepszą propozycją.


Specjalny rodzaj kontrastu, debiut wydany prawie 20 lat po nagraniu i po kolejnych dwóch albumach? Można i tak. Historia mówi, że materiał nagrany przez zespół w roku 1987 zaginął i do dzisiaj go nie odnaleziono. Zostały jedynie kopie, z których odtworzono album, który, aby rzecz skomplikować, został wyprzedany i jest dzisiaj kompletnie niedostępny. Wróćmy jednak do antyutopii. Podobno nazwa zespołu nie ma nic wspólnego z Orwellowską wizją, ale o tekstach nie możemy już tego powiedzieć. Są one jak kronika ponurej egzystencji w peerelowskiej rzeczywistości zasnutej przemysłowymi dymami i zaludnionej wychudzonymi, brzydkimi postaciami, przemykającymi pod murami robotniczych kamienic. Kto pamięta lata 80., ten wie.

Rok 1986 to wybuch elektrowni atomowej w Czarnobylu. Początek końca marzeń o wielkim atomie i pokojowym wymiarze energii jądrowej. To gorzki smak płynu lugola i pierwszomajowe spędy, na które musiały iść dzieci, jeśli nie chciały mieć obniżonego sprawowania. Katastroficzne wizje były nie w smak radzieckim i polskim aparatczykom partyjnym. Trzeba było maszerować, aby udowodnić, że człowiek sowiecki jest w stanie wytrzymać wszystko. Co tam promieniowanie, jego - jak duszy - nie widać. Skoro władza nie widziała problemu, jak obywatel przez tę władzę hodowany miał sobie cokolwiek roić?

Atomowe lalki, dzieci słońca, dzieci czarnej wrony
Atomowe lalki, dzieci nocy, dzieci ciężkiej wody.

Świat realnego socjalizmu nie pozostawia na Specjalnym rodzaju kontrastu żadnych złudzeń. To miejsce, w którym wszyscy na komendę wykonują ćwiczenia gimnastyczne, klaszczą i śmieją się na rozkaz. To miejsce, w którym mieszkańcy odżywiani są dożylnie tą samą krwią z cieplarni. W którym żyje się, aby świętować urodzaj na pseudo-patriotycznych dożynkach. Wszyscy tutaj są dziećmi ciężkiej wody - wysoce toksycznego produktu potrzebnego przy produkcji broni atomowej. Czarna wrona to z kolei aluzja do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, antykonstytucyjnego ciała powołanego przez Jaruzelskiego w stanie wojennym.

Pod pomnikiem głuchoniemych z megafonów ulatują barwne ptaki
Defilada jak modlitwa, niewidomi klęczą przed lustrami.

Czy potrzeba jeszcze bardziej dobitnej metafory, aby ukazać sytuację pojedynczego człowieka ujętego w kleszcze bezlitosnego systemu? Komunizm był jak religia, co ukazał Bohdan Urbankowski w Czerwonej mszy. I ta religia tworzyła sobie własne obrzędy, własnych świętych i własne piekło, którego uosobieniem były Stany Zjednoczone - kraj bezdomnych i bitych Murzynów. W raju  wszyscy uwierzyli w niebo. A niebo było na wyciągnięcie ręki. Teksty Liszcza jeszcze z jednego powodu celnie ukazują komunizm. Są ironiczne, co nadaje im dodatkowego wymiaru.

Wyhodujemy superbohaterów i dzieci mówiące wierszem
Wszystkie zwierzęta są równe, ale są zwierzęta równiejsze.

Pod względem muzycznym Specjalny rodzaj kontrastu jest równie ponury jak teksty. Post-punk, nowa fala, cold wave, ale 1984 to nie bezrefleksyjne czerpanie z wzorca Joy Division, czy The Cure. Da się naturalnie wychwycić te inspiracje, ale nie są one najważniejsze i nie stanowią o oryginalności muzyki. Jeszcze większy poziom depresji został osiągnięty przez mechaniczne, industrialne wręcz rytmy perkusyjne, czy agresywne partie wokalne, których próżno by szukać na typowych wydawnictwach nowofalowych. Ponury nihilizm Specjalnego rodzaju kontrastu to zupełnie inny poziom buntu niż śpiewane na tysiącach pijackich ognisk Autobiografie i Przeżyj to sam. A przede wszystkim warto zauważyć, kto miał pod górkę, nie Perfect i Lombard, które w PRL wydawały płyty i jeździły na trasy koncertowe, ale kapele podziemne, do których zalicza się rzeszowska formacja.

1984, Specjalny rodzaj kontrastu, Boofish Records 2003.

0 komentarze:

Prześlij komentarz