niedziela, 6 marca 2016

Jon Krakauer - Pod sztandarem nieba. Tajemnice mormonów

Gdy prawie 200 lat temu pewnej nocy Joseph Smith ujrzał anioła Moroniego, nikt jeszcze nie wyobrażał sobie, że oto moment narodzin nowej religii. Religii tak dziwnej, tak osobliwej, że mało komu wydawać by się mogło, że zadziała. Niezbadane są jednak ścieżki ludzkiej charyzmatyczności oraz inwencji i dwa stulecia później mormonizm – bo tak nazywa się ta religia – jest prężnie działającym ruchem, mającym swoich zwolenników nie tylko w USA, ale na wszystkich kontynentach. Naturalnie, największy wpływ ma w Stanach Zjednoczonych, bo to religia do szpiku kości amerykańska. Niczym Coca Cola, McDonald’s i pierwsza poprawka do Konstytucji stanowi symbol, alegorię i personifikację USA. W dziejach mormonów zamyka się bowiem cały american dream: trud i cierpienie pionierów, walka z przeciwnościami, surowość Południa, niechęć do obcych, w tym Czarnych, a w końcu sukces na miarę milionera, który zaczynał jako skromny pucybut. Trudno się nadziwić, że sukces może odnieść religia tak pogmatwana teologicznie i tak niespójna jak mormonizm, ale jej przykład pokazuje, że człowiek jest w stanie uwierzyć we wszystko, byle by tylko doznać poczucia pewności.

Nie było na naszym rynku wydawniczym jeszcze książki tak uważnie przypatrującej się mormonom i mormonizmowi jak „Pod sztandarem nieba” Jona Krakauera. W tym na poły reportażu, a na poły opracowaniu historycznym autor przypatruje się nie tylko narodzinom nowej amerykańskiej religii, ale jej rozwojowi, a co więcej – licznym schizmom, które charakterystyczne są dla każdego wyznania. Jest autor agnostykiem, który na końcu tekstu wyznaje swoje zwątpienie, z tego chociażby powodu jest chłodny w opisywaniu faktów. Ani nie widzi działalności diabła w konkurencyjnym wobec chrześcijaństwa ewangelikalnego kościele, ani nie opisuje gorąco, od wewnątrz, ale bez dystansu, dziejów mormonizmu. Jedna i druga strona będzie miała więc za złe autorowi, że ten zbyt chłodno opisał ten nowy, intrygujący laika ruch religijny.

A kanwą fabularną, poprzez którą Krakauer spogląda na mormonów, jest historia szokującego morderstwa, które miało miejsce 32 lata temu w miasteczku American Fork, położonym w hrabstwie Utah. Zginęły wówczas Brenda Lafferty i jej półtoraroczna córka – Erica. W zbrodni brali udział dwaj bracia: Ron i Dan Lafferty; Brenda była ich szwagierką. Obie zginęły tylko dlatego, że bracia – fanatyczni mormoni – dostali wizję od Boga. W wizji tej rzekomy Bóg nakazał pozbawić życia Brendę i Erikę. Powód? Różnice doktrynalne i związany z nimi zły wpływ na brata Rona i Dana – Allena – męża kobiety. Cały bowiem rodzinny klan Laffertych należał do radykalnego skrzydła mormonizmu i odłączył się już dawno od głównego nurtu tej religii. Opisując dzisiejsze oblicze Kościoła Jezusa Chrystusa w Dniach Ostatnich (oficjalna nazwa mormonizmu), zwanego też Kościołem LDS, skupia się Krakauer nie tyle na wyznawcach głównego nurtu, a na zmarginalizowanych fanatykach. O głównym nurcie dowiemy się z książki jedynie w kontekście historii Kościoła LDS: autor wyprowadza ją od tajemniczych objawień, których doznał założyciel wspólnoty – Joseph Smith, a później zapoznaje czytelników z burzliwymi XIX-wiecznymi dziejami mormonów. W dziejach tych główną rolę zdaje się odgrywać przemoc, najpierw kierowana w stronę religijnych odmieńców, jakimi byli wyznawcy nowego kultu, później zaś krwawe rozrachunki odwetowe.


Dziwna to religia, ale może to złudzenie. Wszak z perspektywy każdego wyznawcy inne kulty wydają się niedorzeczne czy nielogiczne. Pełno w historii mormonizmu momentów, w których doktryna zaczyna się przeistaczać i zaprzeczać temu, co głoszono jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej. Przykładem przykazanie o wielożeństwie, które w początkowej fazie dziejów Kościoła należało koniecznie wypełniać, aby się zbawić. Dzisiejsza oficjalna linia doktrynalna LDS o tym zapisie nie mówi nic. Z taką interpretacją nie mogą zgodzić się mormońscy tradycjonaliści, którzy w ukryciu praktykują zabronioną przez państwo poligamię. Nie płacą, bądź nie chcą płacić podatków, izolują się od grzesznego świata, coraz bardziej radykalizując swoje przesłanie. Krakauer dochodzi do wniosku, że taka alienacja połączona z frustracją wiążącą się z życiem w splugawionym świecie skutkuje przemocą. A emanacją tej ostatniej są okrutne morderstwa, do których doszło w American Fork w 1984 roku.

Pojawia się w rzeczonym reportażu jeszcze jeden ciekawy wątek, ale jest on jedynie zasygnalizowany. Krakauer chwilami przywołuje opinie religioznawców, którzy upatrują związki mormonizmu z islamem. Przypatrzmy się: wielożeństwo, brak rozdzielności między władzą świecką i religijną, chorobliwa skłonność do zapładniania młodocianych dziewcząt. Można by tak mnożyć. Do tego dodajmy okultystyczne zainteresowania Josepha Smitha, którym ten się z pasją oddawał we wczesnych latach życia. Gdyby nie agnostyczne poglądy Krakauera, mógłby autor wysmażyć ciekawą teorię, w której znalazłoby się miejsce dla odwiecznego kłamcy i wroga człowieka.

Jon Krakauer, Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija, wyd. Czarne, Wołowiec 2016, ss. 373.

0 komentarze:

Prześlij komentarz