środa, 31 maja 2017

Maciej Płaza - Skoruń. Między zdarzeniem a wyobraźnią

Od kiedy odkryto naturalizm, wieś już nigdy nie była taka jak przedtem. Skończyły się Rejowe bajania i romantyczne wizje, a zaczęło się życie. Na początku przegięto, oczywiście, w drugą stronę, bo wieś stała się pełną patologii i nędzy przestrzenią, ale jak to w życiu bywa, oba obrazy prowincji się w miarę wyrównały, co nastąpiło po II wojnie światowej. Tematykę wiejską poruszali wówczas Tadeusz Nowak, Edward Redliński czy Wiesław Myśliwski, w te rejony zaglądali również tacy mistrzowie małego realizmu jak Marek Nowakowski i Bohdan Madej. Ten drugi czynił to wyjątkowo boleśnie, co było znakiem rozpoznawczym całej jego twórczości, która w wyjątkowo brutalny sposób opisywała rzeczywistość Peerelu. Do przedstawicieli realistycznej prozy tworzonej w nurcie wiejskim dołącza właśnie debiutant, Maciej Płaza, znany wcześniej jako tłumacz H. P. Lovecrafta i autor monografii Lema. I robi to w sposób wyśmienity, gdyż jego pierwsza powieść „Skoruń” może bez wstydu stanąć obok Madeja, Nowaka czy Redlińskiego. Jest, co prawda, nieco inna niż teksty wymienionych powyżej twórców, ale zaskakuje poziomem fabuły, barwnym i oryginalnym językiem oraz nieuchwytną atmosferą, która ma coś wspólnego z realizmem magicznym.

Można „Skorunia” czytać jako powieść, a można potraktować jako siedem niezależnych od siebie opowiadań. To charakterystyczna cecha debiutu Płazy: akcja każdego tekstu jest osobną fabułą, która się rozwiązuje i zamyka, ale czytelnik może śledzić dorastanie i dojrzewanie głównej postaci, ponieważ opowiadania te ułożone są w sposób chronologiczny. Poznajemy bohatera pod koniec szkoły podstawowej, a w ostatnim tekście jest on już uczniem technikum. Kreacja postaci jest specyficzna; Skoruń jest wiejskim odludkiem, mającym swoje oryginalne przemyślenia na temat rzeczywistości, ale wydaje się w zerowym stopniu zainteresowany otaczającym go światem. Jego ojciec, twardy sadownik, ale i nauczyciel oraz absolwent studiów, kilka razy wdaje się w opozycyjne awantury i ląduje w więzieniu. Chłopak zaś niewiele rozumie z tego politycznego kontekstu, żyjąc w świecie wyobraźni i włócząc się po okolicy, czym doprowadza rodzica do szewskiej pasji. Wydaje się nieodpowiedzialny, nie jest stworzony do wiejskiej roboty, ale typem intelektualisty również nie jest. Poruszając się na styku dwóch światów – realnego oraz wyobrażonego – jest pełen paradoksów. Bohater, z jednej strony obdarzony dużą wrażliwością, w wielu sytuacjach wydaje się jej pozbawiony. Widzi fakty, ale ich nie łączy, pozostając chłopakiem, który raz czytelnikowi zdaje się zdrowy, innym razem skażony jakimś podskórnym szaleństwem.

Wieś, opisywana przez pierwszoosobowego narratora, którym jest Skoruń, to okolice Sandomierza, czyli miejsce, w którym urodził się autor. W takich przypadkach naturalnym jest pytanie o autobiografizm tej prozy, ponieważ doświadczenie mówi, że korelacja między fikcją literacką a doświadczeniami pisarza najczęściej jest spora. W każdym razie obraz prowincji nakreślony jest nie do końca realistycznym piórem. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się prawdopodobne: twardy ojciec i jego brat, który wiecznie się z nim kłóci, opiekuńcza matka, wiejscy koledzy, a nawet niedorozwinięta umysłowo córka sołtysa. Również przestrzeń, składająca się z wnętrz wiejskich chałup, malowniczej okolicy i obowiązkowego kościoła, nie różni się niczym od typowej kreacji występującej w tego typu prozie. Jest jednak obecny w „Skoruniu” pewien niepokojący rys, który prawdopodobnie bierze się z percepcji bohatera. Ten, jako człowiek nie do końca ogarniający świat, w którym żyje, opisuje go inaczej, niż twardo stąpający po ziemi chłopscy bohaterowie innych utworów. Każde wydarzenie, w którym bierze udział, urasta do rangi przygody; to tak jakby Bruno Schulz zapragnął pisać w poetyce Niziurskiego. Nie jest to realizm magiczny Olgi Tokarczuk czy Andrzeja Stasiuka z „Opowieści galicyjskich”; autor z powodzeniem wykreował unikalną atmosferę, w której wszystko może się wydarzyć, a jednak jakimś cudem rzeczy pozostają na swoim miejscu. Właśnie to napięcie między tym, co potencjalne i „zdarzone”, stanowi o oryginalności „Skorunia”.

Wieś to również przestrzeń, w której mieszkańcy posiadają swoje tajemnice. Na początku nie dają się one poznać głównemu bohaterowi, ale w miarę dojrzewania Skoruń dowie się interesujących faktów na temat ojca i stryja. Ale sekrety posiada również główna postać, może być to spotkanie z tajemniczym marynarzem w stanie spoczynku, inicjacja seksualna z udziałem wspomnianej już córki sołtysa lub też znajomość ze zbiegłym pracownikiem cyrku. Z powodu ograniczonego zaufania do wyobraźni bohatera nie do końca wiemy, co jest prawdą w jego opowieściach, a co zmyśleniem, lecz właśnie ten zabieg powoduje, że jego historie są tak interesujące. Te w dodatku są opowiedziane żywym i realistycznym językiem, z dużą liczbą środowiskowych neologizmów. Postacie opowiadań Płazy mówią kolokwialnie, z wiejskimi naleciałościami, krótkimi zdaniami, obrazowo i nieraz wulgarnie. Wulgaryzmy jednak w warstwie językowej nie dominują, bez nich jednak proza ta byłaby uboższa o niezbędną dosadność.

Cieszy fakt, że polska proza zaczyna przeżywać czasy ponownego wzrostu; pojawia się w niej coraz więcej twórców, którzy mają do opowiedzenia ciekawe historie. Bo to interesująca opowieść, a nie eksperyment formalny czy nienawistny wrzask jest głównym składnikiem epiki. Wie o tym dobrze Maciej Płaza, ponieważ jego opowiadania, niczym u mistrza z Providence, którego tłumaczył, posiadają bardzo dobrą konstrukcję fabularną. Nie rozjeżdżają się, do końca trzymają w napięciu i co równie ważne – traktują czytelnika jak partnera, nie imbecyla, którego trzeba wychowywać i objaśniać mu świat.

Maciej Płaza, Skoruń, wyd. WAB, Warszawa 2015, ss. 349.

0 komentarze:

Prześlij komentarz