piątek, 3 czerwca 2016

Sławomir Łosowski - Słodkiego, miłego życia. Buntownicy z Kombi

Czekamy wciąż na porządną historię polskiego rocka. Na historię, w której odsłoni się karty na temat tego, kto w komunie zachował się godnie, a kto był świnią. Bo jak na razie mamy samych kombatantów. Rozumiem jeszcze środowisko punkowe i nowofalowe, szczególnie artystów, którym nie pozwalano nagrywać płyt. Tacy, którym rzucano kłody pod nogi, mogą mówić jeszcze o jakimś rodzaju walki z systemem. Następni w kolejce są ci, którzy grali w Jarocinie i na innych alternatywnych festiwalach, a ich dorobek fonograficzny był nader skromny: ot jedna płyta nagrana po znajomości i wydana z paroletnim poślizgiem. W końcu mamy artystów, którymi podziemie gardziło, gdyż ci udzielali się w reżimowych mediach, jeździli na trasy koncertowe po Związku Sowieckim, a nawet w krajach zachodnich, wydawali płyty i byli grani częściej niż dzisiaj wiele gwiazdek upolowanych przez łowców talentów. Lady Pank, Perfect, Lombard, Maanam, Kombi – o was mowa, panie i panowie. Walczyliście z systemem? Narażaliście własne życie? Dostaliście pałą po grzbiecie? Słysząc o antysystemowej wymowie tekstów Lady Pank i Perfect, pozostaje się ironicznie uśmiechnąć. Ale jak zareagować na wieść, że buntownicze liryki wyśpiewywał Grzegorz Skawiński z grupą Kombi?
Monty Python lepiej by tego nie wymyślił! Wszak Kombi powstał na fali tak zwanej Muzyki Młodej Generacji, wraz z grupami takimi jak Mech, Exodus, Kasa Chorych czy Krzak (ci ostatni na szczęście grali muzykę instrumentalną). Do pomysłodawców MMG zalicza się Jacka Sylwina, Marcina Jacobsona i Waltera Chełstowskiego (dziś aktywistę Komitetu Obrony Demokracji). Trzeba przyznać, że przednie towarzystwo! Doskonale rozpoznały MMG całe rzesze alternatywnych muzyków sceny rockowej lat 80. Oddajmy im na chwilę głos. Ty przebrałeś się. Nikt nie pozna cię. Znowu szafa gra. Generacja twa. Znowu sobą być. Nie rozumiesz nic. W kółko stek tych kłamstw. Sylwin robi szmal. To WC w piosence „Młoda generacja”. Banda zgredów i szpanerów do estrady się dorwała. To jest młoda generacja, tylko trochę wyłysiała. A to z kolei SS-20, późniejszy Dezerter w kawałku pt. „Nie płacz Zbyszek”.
I po tym przydługim, acz koniecznym wstępie, można przejść do dania głównego, którym jest zapis rozmowy ze Sławomirem Łosowskim przeprowadzonej przez Wojciecha Korzeniewskiego, długoletniego menedżera zespołu Kombi. Fakt, często słuchałem ich w szkole podstawowej. Drugi fakt, mam do nich sentyment i czasem sobie włączę. Trzeci fakt, rozumiem estetykę kiczu pojawiającą się na ich elektronicznych albumach, począwszy od „Nowego rozdziału”. Fakt czwarty, nie trawię Kombii – obecnego wcielenia Skawińskiego i Tkaczyka. Z tego względu dla tych, dla których zespół Kombi i twórczość Sławomira Łosowskiego kiedykolwiek były bliskie, książka pt. „Słodkiego miłego życia. Prawdziwa historia” stanowić może interesujący dodatek poznawczy. Forma wywiadu, w jakiej historia ta jest zaprezentowana, jest tym bardziej atrakcyjna. I tak, poznajemy ścieżkę twórczą Sławomira Łosowskiego, począwszy od pierwszych kroków stawianych w szkole podstawowej, przez Akcenty (nie mylić z kultowym dla wielu studentów Akcentem – gościem wielu juwenaliów) grające ambitną – jak twierdzi Łosowski – odmianę jazzrocka, po Kombi. Ci ostatni początkowo wcale popu nie grali, ale eksplorowali łagodne odmiany rocka. Znajdziemy więc w tej chronologicznej opowieści rozrysowane perypetie wszystkich zespołów Łosowskiego, z naciskiem na Kombi.
A w tych opowieściach klawiszowiec i jeden z kompozytorów kapeli jawi się jako postać centralna. Nie mnie to oceniać, może tak faktycznie było, w każdym razie na albumach Kombi to nie zawsze Łosowski był autorem muzyki. Oddać trzeba sprawiedliwość, że gdy rozmowa schodzi na drażliwy temat powstania Kombii (prawa do oryginalnego szyldu przysługują Łosowskiemu), muzyk jest taktowny i nie rzuca ani mięsem, ani innymi inwektywami. Nie wypowiada się również na temat muzyki, którą grają Skawiński i Tkaczyk. W sumie dobrze robi, bo prawidłową reakcją na te piosenki może być tylko milczenie. Daje się Łosowski poznać jako wrażliwy człowiek, zmagający się do zeszłego roku ze śmiertelną chorobą żony, ale i zaangażowany pasjonat muzyki. Przyznać tu trzeba, muzyki popowej, łatwo wpadającej w ucho, operującej kiczem i elektronicznymi brzmieniami charakterystycznego syntezatora Roland. Nowa płyta Kombi zatytułowana „Nowy album” jest doskonałym przykładem takiego podejścia do muzyki. Bo zespół prawie od zawsze grał muzykę banalną, opartą na sztucznych brzmieniach klawiszy, ale mogącą się podobać. Dowodem jest twórczość grup takich jak Super Girl & Romantic Boys, świadomie korzystających z uroków elektronicznego popu zakorzenionego w latach 80.
Mam świadomość, że „Słodkiego miłego życia” jest tylko jedną częścią opowieści o zespole Kombi. I chociaż Sławomir Łosowski był liderem zespołu, ważne role grali w nim i Skawiński, i Tkaczyk. Kto wie, jak historia z powstaniem Kombii wygląda z perspektywy tych dwóch muzyków. Może to Łosowski ma rację, może ma tylko połowicznie, może jej nie ma wcale. Szkoda, że nie usłyszymy racji drugiej strony, nawet gdy byłyby oparte na nieprawdzie. A prawdziwym ciosem poniżej pasa jest wspomniana we wstępie antysystemowość zespołu. Rozumiem, że tekst „Słodkiego miłego życia”, który w wywiadzie tym urasta do rangi antykomunistycznego przeboju, posiada pewne frazy ironiczne, ale na Boga, mierzmy wszystko adekwatną miarą. Bo Kombi ani jedną nogą nie stało tam, gdzie stały kapele takie jak Dezerter, Moskwa, 1984, One Million Bulgarians czy Aurora. I wstyd, że muszę głosić takie truizmy.

Sławomir Łosowski, „Słodkiego miłego życia. Prawdziwa historia”, rozm. W. Korzeniewski, wyd. In Rock, Czerwonak 2016, ss. 190.

1 komentarze:

  1. Pamiętam piosenkę "Nietykalni", a oni są po prostu niezniszczalni. Też ich słuchałam w podstawówce. Łosowski tworzył drugi plan, taki ważny, a zarazem skromny i wycofany.

    OdpowiedzUsuń